Piłkarze i kibice Korony Kielce wciąż wierzą, że tytuł mistrza Polski jest w zasięgu ręki. Podobno wiara przenosi góry, więc należy uznać, iż jest to możliwe, szczególnie że matematyka tej tezie nie zaprzecza. Najpierw popularne „Scyzoryki” będą musiały poradzić sobie z Bełchatowem. Łatwo nie będzie.
Korona zajmuje dopiero piątą lokatę w tabeli i ma cztery punkty straty do prowadzącej Legii Warszawa. Szanse na tytuł mistrza Polski wydają się niewielkie, ale skoro mający tyle samo punktów Lech Poznań może głośno mówić o walce o mistrza, to dlaczego nie miałaby tego robić Korona? Kielczanie grają jednak w kratkę, nie wiadomo, na co ich tak naprawdę stać. W ostatnim meczu ograli ŁKS Łódź, lecz wcześniej ulegli 0:2 Zagłębiu Lubin. Co ciekawe, „Scyzoryki” przyzwyczaiły nas ostatnio do dreszczyku emocji. W pojedynku z Zagłębiem widzieliśmy 17 żółtych i trzy czerwone kartki, w starciu z ŁKS-em oglądaliśmy sceny z filmów gangsterskich z łódzkimi kibicami w roli głównej, a przypomnijmy, że wcześniej po dramatycznym spotkaniu Korona zremisowała z Lechem, tracąc bramkę w doliczonym czasie gry. Prawda, że wesoło?

Na tym tle Bełchatów prezentuje się jak olej bez flaków, choć kibice również na brak emocji nie narzekali. Szczególnie mógł się podobać mecz z Zagłębiem (konkretnie pierwszy kwadrans i dwa szybko strzelone gole), ciekawie było też w starciach ze Śląskiem czy Zagłębiem (GKS tracił decydujące gole w ostatnich minutach meczu). Można liczyć więc, że i tym razem będziemy mieli do czynienia z piłkarskim dreszczowcem.
Statystyki dotychczasowych spotkań przemawiają za zespołem Kamila Kieresia. Bełchatowianie zwyciężyli do tej pory 11 razy, sześciokrotnie remisowali i siedem razy schodzili z boiska jako pokonani. W ekstraklasie bilans spotkań wynosi jednak 4-3-3, więc Korona staje przed szansą wyrównania statystycznego rachunku. Mogło do tego dojść już jesienią, lecz wówczas Korona dała sobie wyrwać zwycięstwo mimo dwubramkowego prowadzenia.
Pomocnik bełchatowian, Szymon Sawala, wie, że z Koroną nie ma żartów. − Korona to dobry zespół grający dość siłową piłkę. Musimy wyjść na to spotkanie zdeterminowani, ale przede wszystkim skoncentrowani, by nie powtórzyć błędów chociażby z Lubina.
Pierwszy gwizdek sędziego zabrzmi w sobotę o godzinie 15:45. Dwie godziny później być może zostaną rozwiane wątpliwości dotyczące szans mistrzowskich Korony. Istnieje jednak możliwość, iż te szanse mocno wzrosną, choć tak naprawdę trudno się spodziewać, że Legia straci punkty z Jagiellonią, a Ruch z Zagłębiem. Piłka jest jednak nieprzewidywalna, więc dopóki matematyka nie powie inaczej, niczego nie można wykluczać. Nawet jeśli tytuł mistrza Polski okaże się poza zasięgiem, to ewentualny udział w europejskich pucharach będzie ogromnym sukcesem.











