Górnik Zabrze łatwo rozprawił się z Zagłębiem Lubin. Wynik 4:1 odzwierciedla przewagę zabrzan na boisku. Bohaterem tego spotkania był Prejuce Nakoulma, który dwa razy wpisał się na listę strzelców, a przy trzeciej bramce zaliczył asystę.
Mecz dwóch drużyn z dolnych rejonów tabeli zapowiadał się wyjątkowo ciekawie. Zagłębie marzyło o rewanżu za ostatni mecz zakończony wynikiem 1:5, z kolei Górnik chciał potwierdzić, że zwycięstwo nad Wisłą nie było przypadkowe. Warto też przypomnieć, że Lubin źle się kojarzy obecnemu trenerowi Górnika, Adamowi Nawałce. Kilka lat temu przejęcie przez tego szkoleniowca ekipy „Miedziowych” było pierwszym krokiem do degradacji. Na boisku liczyły się już tylko argumenty piłkarskie, a tych lubinianom brakowało od samego początku.

Już w 14. minucie fatalne nieporozumienie Horvatha i Reiny zakończyło się golem. Obrońcy Zagłębia zupełnie się pogubili, próbując zablokować atakującego Nakoulmę, ale okazało się, że tylko ułatwili mu zadanie. Napastnik z Burkina Faso przedarł się przez dwójkę lubinian i z łatwością pokonał Aleksandra Ptaka. Po tym golu zabrzanie poczuli się pewniej. Po chwili znów defensywę gości straszył Nakoulma, a później niebezpiecznie szarżował Olkowski.
W dalszej części meczu nie dało się zauważyć większej determinacji w szeregach Zagłębia, co bezlitośnie wykorzystywali zabrzanie. Niewiele brakowało, żeby padł gol po uderzeniu bezpośrednio z rzutu rożnego. Magiera, decydując się na strzał, zupełnie zaskoczył Ptaka, lecz piłka minimalnie minęła prawy słupek jego bramki. Kilka minut później wynik uległ zmianie. Indywidualna akcja najlepszego na boisku Nakoulmy zakończyła się golem samobójczym najgorszego na placu gry Reiny. Brawa należą się napastnikowi Górnika, który zaczarował defensywę Zagłębia efektownymi zwodami przy linii końcowej boiska. Należy jednak pamiętać, że obronę lubinian może bez problemu zaczarować Kaszpirowski, mówiąc przez telewizor w języku rosyjskim: adin, dwa, tri…
W drugiej połowie trener Zagłębia Pavel Hapal robił, co mógł, żeby odwrócić losy spotkania. Wprowadzenie na boisko Szymona Pawłowskiego wydawało się rozsądnym posunięciem, ale pozostawienie na nim Reiny i Horvatha nie wróżyło niczego dobrego. Na obrońców Zagłębia był prosty sposób, napastnik rywali musiał mieć dwie nogi i głowę, w tym meczu to zupełnie wystarczyło. Jako że piłkarze Górnika spełniają te warunki, niedługo po rozpoczęciu drugiej części gry było już 3:0. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego potężnie z woleja uderzył Adam Danch, piłkę zdołał odbić Aleksander Ptak, lecz dobitka Zahorskiego była już skuteczna. Zagłębie zostało znokautowane na własne życzenie.












