Prejuce Nakoulma po raz kolejny udowodnił, że w lidze polskiej jest jednym z najbardziej wartościowych piłkarzy. Reprezentant Burkina Faso zaliczył asystę przy golu Arkadiusza Milika, a następnie sam wpisał się na listę strzelców po wspaniałej akcji całego zespołu. Wynik mógł być wyższy, jednak w niektórych momentach zabrzanom brakowało skuteczności.
Mecz nie zaczął się zbyt dobrze dla faworyzowanego Górnika. Korona od początku spotkania sprawiała lepsze wrażenie. Dwie niebezpieczne akcje Grzegorza Lecha w ciągu pięciu minut zupełnie wybiły z rytmu gospodarzy. Groźnie było też w 10. minucie, kiedy to na bramkę Skorupskiego z ostrego kąta strzelał Sobolewski. Uwieńczeniem przewagi „Scyzoryków” mógł być strzał Lecha dwie minuty później. Piłka po uderzeniu pomocnika Korony minęła Skorupskiego i trafiła w spojenie słupka z poprzeczką.

W pierwszych minutach piłkarze czternastokrotnych mistrzów Polski sprawiali wrażenie zagubionych, podawali niedokładnie, a jeśli już przeprowadzili jakąś akcję, to rodziła się ona w dużym chaosie. Zdarzały się też momenty zwykłej kopaniny. Lepiej byłoby, gdyby piłkarze, zamiast bez sensu kopać piłkę w środku pola, poszli po łopaty i wykopali rów melioracyjny wokół boiska na Stadionie Narodowym. Problem drenażu byłby rozwiązany!
Z czasem jednak z tego chaosu zaczęło się kreować coś ciekawego. Wydawało się, że warunki wciąż dyktuje Korona, która za sprawą strzału Korzyma w 37. minucie była bliska wyjścia na prowadzenie. Zabrzanie jednak cierpliwie czekali na swoją kolej i na pięć minut przed końcem pierwszej połowy się doczekali. Defensywę kielczan rozmontowała dwójka Nakoulma – Milik. Pierwszy wystąpił w roli asystenta, a świeżo upieczony reprezentant Polski doskonale wywiązał się z roli egzekutora. Trzeba zauważyć, że Milik nie miał trudnego zadania, bo „Prezes” tak mu wyłożył piłkę, że przed młodym napastnikiem Górnika była już tylko pusta bramka.
Chaos – tak wyglądała gra Górnika do 40. minuty. Jednak po zdobyciu gola oglądaliśmy coś zupełnie innego. Perfekcyjna harmonia, porządek godny najsilniejszych drużyn na świecie. Właśnie to zobaczyliśmy w akcji, którą przeprowadzili zabrzanie w 44. minucie. Fantastyczne rozegranie piłki w polu karnym zakończył Nakoulma, choć nie można pominąć Dancha, który znakomicie odegrał piłkę reprezentantowi Burkina Faso. Piłkarze Korony mogli tylko wodzić za piłką wzrokiem, nie było możliwości zakłócić harmonii tej akcji.
O ile w pierwszej połowie Górnik prowadził nieco na kredyt, nie prezentował się bowiem lepiej od Korony, to w drugiej pożyczka od losu została spłacona z nawiązką. Już po kilkunastu sekundach po wznowieniu gry Milik świetnie dograł do Kwieka, a ten z sześciu metrów strzelił… nad poprzeczką. Później oko w oko z Małkowskim stanął Olkowski, ale zabrzanin udowodnił wszem i wobec, że nie ma w sobie nic z napastnika, marnując doskonałą sytuację na podwyższenie wyniku. Bliski szczęścia był też Bartosz Iwan, który strzałem zza pola karnego przetestował refleks Małkowskiego. Korona też starała się skonstruować jakąś groźną akcję, ale uderzenia Jovanovicia czy akcja Korzyma nie były nawet w połowie tak groźne jak akcje „Trójkolorowych”.











