Runda jesienna już jest za nami. Wszystkie drużyny spędzają teraz czas na obozach przygotowujących ich do reszty sezonu. Niektórzy potrzebują tych treningów więcej, a niektórzy mniej. Najwięcej potrzebują jednak ci, którzy zawodzili w pierwszej części rozgrywek. Pomimo tego, że minęła dopiero połowa sezonu, jest już kilka nazwisk oraz drużyn, które zdecydowanie prezentują się poniżej oczekiwań. Przypomnijmy sobie największe rozczarowania rundy jesiennej.
Mileta Rajović
Chyba nie trzeba nikomu przedstawiać napastnika Legii. Kiedy myśli się o rozczarowaniach rundy jesiennej, to z całej warszawskiej drużyny na pierwszy plan wysuwa się Duńczyk. Przychodził on z Watford za 3 miliony euro, stając się najdroższym transferem do ligi w historii. Oprócz tego trudno powiedzieć o nim coś więcej. Rozegrał on w ekstraklasie 17 spotkań, zdobył w nich zaledwie trzy bramki. W tym samym czasie powstawały liczne kompilacje z jego zmarnowanych stuprocentowych sytuacji. Pomimo swojej masywnej budowy nie przejawiał on umiejętności ani w przytrzymaniu piłki, ani chociażby w wygraniu pojedynków główkowych. 26-latek ma przed sobą bardzo trudne zadanie, żeby sprawić, aby ludzie znów zaczęli go doceniać. Umiejętności na pewno ma, gdyż potrafił strzelać nawet 10 bramek w angielskiej Championship.

Romario Baro
Portugalski pomocnik Radomiaka przychodził z wielkimi oczekiwaniami. Wychowanek FC Porto, w którym rozegrał aż 51 spotkań, miał z miejsca stać się gwiazdą ligi. Tak się jednak w żadnym stopniu nie stało. Baro w wielu meczach nie wychodzi nawet od pierwszej minuty i dostaje same końcówki. Na razie zdołał wystąpić w 13 spotkaniach, w których uzbierał 525 minut i strzelił jednego gola. Przed drugą częścią sezonu czeka go dużo roboty. W tym momencie 25-latek musi poprawić swoje największe atuty. Jego drybling, szybkość oraz technika są na wysokim poziomie, co udowadniał w poprzednich drużynach, lecz musi pokazać to też w ekstraklasie. Jeśli uda mu się osiągnąć pełnię swoich możliwości, to Radomiak będzie miał naprawdę klasowego zawodnika.
Bright Ede
Środkowy obrońca Motoru Lublin przed sezonem miał sporo ofert z zagranicy. Bardzo głośno mówiło się o zainteresowaniu Chelsea, która była w stanie zapłacić nawet 10 milionów euro. Ostatecznie transfer nie doszedł do skutku i Polak został w ekstraklasie. Każdy spodziewał się, że w tym sezonie będzie on pokazywał wysoki poziom, aby zapracować sobie na transfer za granicę. Niestety, sytuacja wygląda kompletnie inaczej. Ede większość spotkań spędza na ławce rezerwowych, a na razie wystąpił w jedynie 5 z 18 kolejek. W jego grze brakuje pewności siebie i spokoju, co przekłada się na żółte kartki, gdyż ma je aż cztery. Jeśli Ede chce opuścić PKO BP Ekstraklasę oraz zwyczajnie zacząć więcej grać, to zdecydowanie musi włożyć ogrom pracy w przygotowania. Ma on co prawda zaledwie 18 lat, lecz oczekiwania były co do niego wiele większe.












