Największe niespodzianki w Lidze Mistrzów w XXI wieku


Te drużyny nas zaskoczyły i skradły nam serca

13 lutego 2019 Największe niespodzianki w Lidze Mistrzów w XXI wieku
bfmtv.com

Liga Mistrzów to bez wątpienia najlepsze klubowe rozgrywki piłkarskie. Turniej, w którego wygranie celują najwięksi w Europie. Jednocześnie nikt nie zabrania marzyć tym mniejszym. Nieraz zdarzało się w przeszłości, że ktoś niespodziewanie znalazł się w najlepszej czwórce czy finale tych rozgrywek. I dzisiaj chcemy przypomnieć takie przypadki z obecnego stulecia.


Udostępnij na Udostępnij na

Liga Mistrzów uformowała się w latach 90. XX wieku. Na początku w tych rozgrywkach brało udział mniej drużyn niż obecnie. Wtedy to było łatwiej o sprawienie niespodzianek teoretycznie słabszym drużynom. Przez te początki mieliśmy np. triumf mocnej jedenastki Olympique Marsylia czy grę w półfinale Panathinaikosu Ateny i Dynama Kijów. My nie chcieliśmy się cofać aż tak daleko, dlatego skupiliśmy się tylko na XXI wieku.

Leeds United – półfinał w 2001 roku

Zaczynamy od przełomu wieków i sezonu 2000/2001. Wtedy grano jeszcze dwie fazy grupowe w Lidze Mistrzów. W pierwszej Anglicy wyeliminowali FC Barcelona, wyprzedzając ją o jeden punkt. W drugiej fazie zmierzyli się z Realem Madryt (obrońca tytułu), Lazio Rzym i Anderlechtem. Nie potrafili zdobyć punktów tylko z „Królewskimi”. Do ćwierćfinału awansowali z 2. miejsca i zmierzyli się w dwumeczu z Deportivo La Coruna. Wysoka wygrana u siebie dała im awans do półfinału (3:0 i 0:2), w którym stoczyli bój z Valencią. Pewnie większość fanów futbolu Leeds urzekło swoją grą, dlatego tym bardziej bolały rozmiary porażki. 0:0 u siebie, ale na wyjeździe przegrana 0:3 i koniec pięknej historii angielskiego Kopciuszka. Był tak blisko spełnienia marzeń o finale Champions League.

Leeds miało wtedy naprawdę bardzo ciekawą drużynę. W bramce Nigel Martyn, w obronie m.in. Lucas Radebe, młody Jonathan Woodgate, Rio Ferdinand czy Dominic Matteo. W drugiej linii Lee Bowyer, Alan Smith, Eirik Bakke, Harry Kewell czy Jason Wilcox. A na szpicy grał legendarny Mark Viduka, od którego uczył się młody Robbie Keane. Niestety losy tej drużyny były smutne. Doszła tak daleko, a chwilę później spadła tak nisko. Zainteresowanych losami „Pawi” zapraszamy do poniższego artykułu.

„Pawie” znów chcą być piękne

Bayer Leverkusen – finał w 2002 roku

Sezon 2001/2002 mógł być przepiękny dla „Aptekarzy”. Do mistrzostwa Niemiec zabrakło im zaledwie punktu. W Lidze Mistrzów szło im też bardzo dobrze. W pierwszej fazie grupowej słabsi byli tylko od FC Barcelona. Następnie trafili na wymagających rywali: Deportivo La Coruna, Arsenal FC i Juventus. Wydawało się, że grupa nie do przejścia. Bayer Leverkusen grał swoje. Nawet mimo wysokich porażek w Turynie i Londynie udało mu się wyjść z 1. miejsca. Ciekawa i wyrównana rywalizacja w tej grupie wyrzuciła za burtę Włochów i Anglików.

W ćwierćfinale los skrzyżował Bayer z Liverpoolem. Porażka na Anfield 0:1, ale w rewanżu już zwycięstwo 4:2. W półfinale „Aptekarze” znowu trafili na angielską ekipę – Manchester United. Remis 2:2 na Old Trafford oraz remis 1:1 na BayArena premiował Niemców udziałem w finale. Tam czekali już najwięksi. Słynne „Galacticos” z Madrytu. Sam Real, który dwa lata wcześniej sięgał po puchar. Ale skoro takie firmy zostały wyeliminowane, to czy można było bać się „Królewskich”? Mecz był niezwykle zacięty, ale jednak to błysk geniuszu Zinedine’a Zidane’a oraz interwencje młodego Ikera Casillasa dały triumf Hiszpanom.

Niestety do dzisiaj Bayerowi nie udało się wygrać ani w Bundeslidze, ani też powtórzyć osiągnięcia z Ligi Mistrzów. Co ciekawe, od tego momentu zawsze odpadali maksymalnie w 1/8 finału tych rozgrywek. Ale wracając do 2001 roku, to w składzie „Aptekarzy” występowali tacy piłkarze, jak: Hans Joerg Butt, Jens Nowotny, Lucio, Michael Ballack, Ze Roberto, Bernd Schneider, Olivier Neuville czy Ulf Kirsten. Ci najbardziej wyróżniający się przenieśli się do Monachium. Aż trudno uwierzyć, że takiej ekipie nie udało się wspólnie nic wygrać.

AS Monaco – finał w 2004 roku

Od rozgrywek 2003/2004 zniesiono drugą fazę grupową, a zastąpioną ją 1/8 finału. I już pierwszy sezon z nowymi zasadami przyniósł jedną z największych niespodzianek w historii Ligi Mistrzów. W Księstwie Monako złożono bardzo ciekawą drużynę. Pewnie były założenia, żeby namieszać w tych elitarnych rozgrywkach, ale raczej nikt nie spodziewał się aż tak dobrego rezultatu. Na jesień AS Monaco wygrało nie tak bardzo wymagającą grupę z Deportivo, PSV i AEK. W rundzie pucharowej pierwszym przeciwnikiem Francuzów był Lokomotiv Moskwa, który sprawił trochę problemów (w Moskwie 1:2 i w Monako 1:0). Drużyna i miłość kibiców do niej narodziły się w ćwierćfinale.

https://www.youtube.com/watch?v=bhfYjHbmYZA

W nim monakijczycy zmierzyli się z Realem Madryt, z którym przegrali na Santiago Bernabeu 2:4. W rewanżu dokonano niemożliwego i to drużyna z Księstwa awansowała do półfinału. Tam pokonali budowaną przez Romana Abramovicia Chelsea, a w finale zmierzyli się z inną rewelacją tych rozgrywek, o której napisaliśmy niżej. Wtedy w drużynie z Monako występowali niedoceniany Flavio Roma, Gael Givet, Patrice Evra, Hugo Ibarra, Jaroslav Plasil, Jerome Rothen, Ludovic Giuly, Dado Prso, Emmanuel Adebayor czy zesłany z Madrytu na wygnanie Fernando Morientes.

FC Porto – zwycięstwo w 2004 roku

Jeżeli wspominamy sezon 2003/2004, to nie wolno zapominać o „Smokach”. Portugalczycy już w fazie grupowej pokazali się z dobrej strony, przegrywając tylko jedno spotkanie (z Realem). Przez to zajęli 2. miejsce, a los skrzyżował ich z Manchesterem United. Wtedy narodziła się legenda Jose Mourinho, który wygrał najpierw u siebie 2:1, a potem zremisował 1:1 na Old Trafford. Była to megasensacja, a to był dopiero początek drogi FC Porto. W ćwierćfinale w dwumeczu okazali się lepsi od Olympique Lyon, a w półfinale wyeliminowali trzecią rewelację rozgrywek – Deportivo La Coruna. W finale czekało na nich AS Monaco, za którego triumf trzymało kciuki większość fanów piłki nożnej. Portugalczycy brutalnie odebrali puchar Francuzom, wygrywając 3:0.

Wtedy w „Smokach” występowali m.in. Vitor Baia, Ricardo Carvalho, Nuno Valente, Costinha, Tiago, Maniche, Deco, Sergio Conceicao czy Derlei. Wielu finalistów z ówczesnego Arena auf Schalke spotkało się później na boisku w znacznie lepszych zespołach. Jose Mourinho już w dniu finału wiedział, że będzie pracować w Chelsea. FC Porto od triumfu w 2004 roku nie potrafi złamać bariery ćwierćfinału w Lidze Mistrzów.

PSV Eindhoven – półfinał w 2005 roku

Latem 2004 roku Phillip Cocu opuścił Barcelonę i wrócił po sześciu latach do Eindhoven. Jego marzeniem było osiągnąć sukces na arenie międzynarodowej z holenderskim klubem. Po części udało się to zaraz w pierwszym sezonie od powrotu. Faza grupowa Ligi Mistrzów przebiegła pomyślnie dla Holendrów. Tylko porażka w ostatniej kolejce z Panathinaikosem pozbawiła ich 1. miejsca w grupie na rzecz Arsenalu. W fazie pucharowej zmierzyli się z ubiegłorocznymi finalistami z Monaco. Była to dla nich łatwa przeprawa. W ćwierćfinale mocniej postawił się im Olympique Lyon, którego wyeliminowali dopiero po karnych. W półfinale musieli zagrać z AC Milan.

To był niesamowity dwumecz. W Mediolanie gospodarze wygrali pewnie 2:0, ale w rewanżu to Holendrzy naciskali. Szybko strzelona bramka przelała wiarę w ich serca, przez to bramkarz Milanu miał sporo roboty. W drugiej połowie udało się doprowadzić do odrobienia strat. Kiedy wszyscy czekali na dogrywkę, w samej końcówce Massimo Ambrosini zdobył gola dla Włochów, co przechyliło szalę wygranej na ich stronę. Czasu było za mało na zdobycie dwóch goli, tylko jeszcze Cocu zdobył bramkę na otarcie łez.

Dzięki tej pięknej walce z utytułowaną włoską drużyną całemu światu mogli się zaprezentować Heurelho Gomes, Lee Young-Pyo, DaMarcus Beasley, Mark van Bommel, Park Ji-Sung, Ibrahim Affelay, Jefferson Farfan czy Jan Vennegoor or Hesselink. PSV Eindhoven to była ostatnia holenderska drużyna, która pojawiła się w półfinale Ligi Mistrzów. Była to też zarazem ostatnia ekipa spoza czołowej piątki (najlepszych lig w Europie), która doszła do tego etapu.

Villarreal CF – półfinał w 2006 roku

Wiele hiszpańskich ekip walczyło o podbój Ligi Mistrzów. Dla Villarrealu to było pierwsze podejście i zarazem najlepsze. W fazie grupowej trafili do mocnej grupy z Manchesterem United, Benficą oraz Lille. Tak się złożyło, że w tej grupie królowały remisy – zwłaszcza bezbramkowe. Anglicy kompletnie zawiedli, zajmując ostatnie miejsce w grupie, a Hiszpanie obudzili się na rewanże i zajęli 1. miejsce. Faza playoff miała ich zweryfikować, ale los im sprzyjał. W 1/8 finału trafili na Glasgow Rangers, które wyeliminowali po dwóch remisach (2:2 w Glasgow i 1:1 w Villarreal). Ćwierćfinał to pojedynek z Interem, który u siebie wygrał z „Żółtą Łodzią Podwodną” 2:1. W rewanżu wygrana hiszpańskiej ekipy 1:0 przechyliła szalę na korzyść piłkarzy z Półwyspu Iberyjskiego. Arsenal był ich następnym przeciwnikiem.

W pierwszym spotkaniu „Kanonierzy” wygrali u siebie 1:0. W rewanżu Villarreal naciskał praktycznie przez całe spotkanie na Anglików. Gol wisiał niemalże w powietrzu, ale chyba ktoś zaczarował bramkę Arsenalu. Aż do momentu faulu na Jose Marim w polu karnym. Do piłki podszedł Juan Roman Riquelme, wokół którego zbudowano drużynę. Argentyńczyk takiej komfortowej sytuacji… nie wykorzystał. Jens Lehmann wyczuł zamiary rywala i to Arsenal zameldował się w finale. Ten karny pewnie jeszcze do dzisiaj śni się wielu kibicom. W składzie hiszpańskiej ekipy wtedy znajdowali się m.in. Santi Cazorla, Diego Forlan czy Marcos Senna.

Olympique Lyon – półfinał w 2010 roku

Ta francuska ekipa wiele lat dominowała na krajowym podwórku, ale nie mogła tego przenieść na arenę międzynarodową. Brzmi znajomo? Nie chodzi tym razem o PSG, ale o Olympique Lyon. W fazie grupowej sezonu 2009/2010 wyszedł z 2. miejsca za Fiorentiną, ale wyrzucił za burtę Liverpool. W 1/8 finału trafił na… Real Madryt. Kiedy wielu ekspertów żegnało już OL, to zagrało im na nosie. Na własnym boisku wygrało 1:0, a potem w Madrycie gol Miralema Pjanicia na 1:1 na kwadrans przed końcem dał awans do ćwierćfinału. W nim czekał go bratobójczy pojedynek z Girondins Bordeaux. W zasadzie losy dwumeczu zostały rozstrzygnięte w pierwszym meczu, w którym to Lyon wygrał 3:1. Na otarcie łez „Żyrondyści” wygrali w rewanżu u siebie 1:0.

W półfinale zmierzyli się z Bayernem Monachium. Niemcy mocno namęczyli się u siebie, żeby wygrać 1:0. To dawało nadzieję Francuzom na odwrócenie losów u siebie. Niestety dla nich „Bawarczycy” w drugim meczu podkręcili tempo. Ivica Olić hattrickiem zmazał marzenia Olympique na finał. We francuskiej ekipie grali wtedy Hugo Lloris, Jeremy Toulalan, Mathieu Bodmer, Kim Kallstrom, Sidney Govou czy Lisandro Lopez. Wtedy też w drużynie swoje pierwsze kroki stawiali Clement Grenier, Alexandre Lacazette czy będący częścią OL do dzisiaj Anthony Lopes.

FC Schalke 04 – półfinał w 2011 roku

Półfinał Ligi Mistrzów z niemiecką drużyną? Każdy powiedziałby – Bayern. Ale nie w sezonie 2010/2011, bo wtedy najdalej z przedstawicieli Bundesligi dotarło Schalke. W tym przypadku trzeba też trochę mówić o szczęściu. W fazie grupowej za rywali piłkarze z Gelsenkirchen mieli Olympique Lyon, Benficę oraz Hapoel Tel Awiw. Zajęli 1. miejsce i byli rozstawioną ekipą w losowaniu następnej fazy. W 1/8 finału zmierzyli się z Valencią. Na wyjeździe zremisowali 1:1, a na własnym boisku wygrali 3:1. W ćwierćfinale trafili na Inter Mediolan, który wyeliminował Bayern Monachium. Zaskoczyli mocno w pierwszym spotkaniu, w którym wygrali na San Siro 5:2. Na Veltins Arena wynik był również korzystny dla gospodarzy – 2:1.

Schalke doszło do półfinału, ale już nikt nie oczekiwał od niego cudów. W nim zmierzyło się z Manchesterem United, który wtedy był jedną z najlepszych ekip na kontynencie. Przegrana u siebie 0:2 i na wyjeździe 1:4. To był najlepszy sezon „Koenigsblauen” w ostatnich latach. Ale wraz z odejściem Raula dwa lata później zaczęła się kompletna przebudowa ekipy z Gelsenkirchen. Dzisiaj nie ma żadnego piłkarza w składzie pamiętającego grę w 1/2 finału Ligi Mistrzów.

Borussia Dortmund – finał w 2013 roku

Dzisiaj to raczej nie byłoby zaskoczenie, ale wtedy była to mała niespodzianka. Borussia Dortmund pokazała swoją pełną klasę w Bundeslidze, ale miała problem z przelaniem swojej siły na europejskie puchary. Dopiero udało się to w sezonie 2012/2013. Fazę grupową przeszła jak burza, bez porażki. A wyczyn był to warty odnotowania, bo w grupie za sobą pozostawiła Real, Ajax i Manchester City. W fazie pucharowej BVB było lepsze od Szachtara (2:2 i 3:0) oraz Malagi (0:0 i 3:2), aż do półfinału. Wtedy ponownie los skrzyżował Niemców z „Królewskimi”. Wydawało się, że Hiszpanie wezmą rewanż za niepowodzenie w fazie grupowej. Dobrze pamiętamy, jak to się skończyło i co zrobił Robert Lewandowski.

https://www.youtube.com/watch?v=5jyopo7Gq7M

Przygoda z Champions League podopiecznych Juergena Kloppa nie skończyła się happy endem. W finale czekał na nich Bayern Monachium, który już wiedział doskonale, z jakim przeciwnikiem będzie musiał walczyć. „Bawarczycy” wygrali 2:1 dzięki bramce Arjena Robbena w końcówce. Od tego finału Borussia tylko na moment osłabła, bo potrzebowała odpowiedniej przebudowy po sukcesach. Dzisiaj już inaczej patrzy się na tę drużynę w Niemczech i Europie. A finał z 2013 roku z obecnych zawodników pamiętają tylko Marcel Schmelzer, Łukasz Piszczek, Mario Goetze i Marco Reus.

Atletico Madryt – finał w 2014 roku

Teraz to w sumie nikogo by nie zaskoczyło, ale w 2014 roku rozpoczęła się era silnego i niewygodnego Atletico. Nie tylko w La Liga, lecz także w europejskich pucharach hiszpański klub zaczynał coś znaczyć. W sezonie 2013/2014 fazę grupową przeszedł gładko bez porażki (z pięcioma wygranymi na koncie), ale za rywali miał Zenit, Porto i Austrię Wiedeń. Prawdziwa gra zaczęła się od fazy pucharowej. W 1/8 finału Hiszpanie odprawili Milan (1:0 i 4:1), co może nie było wielkim zaskoczeniem. Ale wrażenie zrobiło. Następie zmierzyli się w ćwierćfinale z Barceloną. Ta drużyna miała być już za mocna na nich. W pierwszym spotkaniu na Camp Nou zremisowali 1:1, a w rewanżu u siebie wygrali 1:0, sprawiając dużą niespodziankę.

https://www.youtube.com/watch?v=vnsQqgvFVF0

W półfinale Atletico pokonało Chelsea (0:0 i 3:1), a w finale czekał na niego Real Madryt. W pierwszej połowie „Atleti” prowadziło 1:0 po bramce Diego Godina. Przez większość meczu bronili się przed atakami „Królewskich”. To kosztowało ich naprawdę wiele siły. Gdy wydawało się, że uda się dowieźć wynik, to Sergio Ramos w ostatniej akcji meczu zdobył gola na 1:1. W dogrywce „Los Colchoneros” opadli całkowicie z sił, a przeciwnik zdobył jeszcze trzy bramki. Rok 2014 to początek gonitwy Diego Simeone i jego podopiecznych po wymarzony sukces w Champions League. W tym roku finał odbędzie się na ich terenie, a gra w nim byłaby zwieńczeniem lat wysiłków.

AS Monaco – półfinał w 2017 roku

W sezonie 2017/2018 AS Monaco osiągnęło bardzo wiele. Przełamało dominację PSG w Ligue 1 oraz namieszało w Lidze Mistrzów. W fazie grupowej nie miało większych problemów. Rywalami byli Bayer Leverkusen, Tottenham i CSKA Moskwa. Dzięki 1. miejscu w grupie wydawało się, że ominie się najtrudniejszych przeciwników. Niestety losowanie nie było łaskawe, bo piłkarze z Księstwa trafili na Manchester City. Starcie z „Obywatelami” było jednym z najciekawszych dwumeczów w ostatnich latach w europejskich pucharach. Też w nim narodziła się gwiazda Kyliana Mbappe. Warto to zobaczyć.

https://www.youtube.com/watch?v=0J8G2ICVZbI

W następnej rundzie Monaco wyeliminowało Borussię Dortmund, a dopiero w półfinale zatrzymał je Juventus. Mimo wszystko kolejny raz Monaco wywalczyło miejsca w sercach fanów piłki nożnej. Oczywiście ten sukces kosztował utratę ważnych zawodników, a ekipa z Księstwa wymagała kolejnej przebudowy. Obecnie musi walczyć o byt w Ligue 1, bo do końca wszystko nie poszło po myśli władz drużyny z Monako.

AS Roma – półfinał w 2018 roku

Ostatnia niespodzianka to dość świeża sprawa, bo dotyczy drużyny grającej w poprzednim sezonie Ligi Mistrzów. Mianowicie jest to AS Roma. Już w fazie grupowej pokazała kawał futbolu. Za rywali miała Chelsea, Atletico oraz Qarabag. Włochom udało się zająć 1. miejsce, a z turniejem pożegnali się Hiszpanie i Azerowie. Od gry w playoffach praktycznie każdy dwumecz rzymian był rywalizacją wartą obejrzenia. Najpierw stanął przeciwko nim Szachtar Donieck. Na Ukrainie „Giallorossi” przegrali 1:2, ale dzięki wygranej u siebie 1:0 awansowali. W ćwierćfinale miał skończyć się ich udział w Champions League, bo trafili na Barcelonę. W pierwszym meczu na Camp Nou gospodarze wygrali 4:1 i mało kto spodziewał się lepszej gry rzymian w rewanżu. A oni na Olimpico dokonali cudu i odwrócili losy rywalizacji, wygrywając 3:0.

W półfinale zmierzyli się z Liverpoolem. Pierwsze starcie na Anfield zakończyło się wygraną gospodarzy 5:2. Ponownie mało kto wierzył w odwrócenie sytuacji. To miało być za dużo na Romę. Wiarę mieli tylko rzymianie, którzy ponownie stanęli przed niemożliwym. Wygrali 4:2 i brakło im bardzo mało do tego, aby zdobyć jeszcze jedną bramkę. „The Reds” mieli więcej szczęścia. Ale o wyczynach Romy dyskutowano jeszcze bardzo długo. Czy w tym roku będzie ją stać na dojście do półfinału?

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze