Sobota na angielskich boiskach obfitowała w wiele goli (w sumie 19 trafień w siedmiu rozegranych meczach) i czerwonych kartek, ale nie zabrakło również kilku niespodziewanych rozstrzygnięć, które mogą mieć bardzo istotny wpływ na dalszą część sezonu. Zaskakujące potknięcie na własnym boisku aktualnego lidera, Chelsea Londyn i wysokie zwycięstwo goniącego „The Blues” Manchesteru City zwiastuje nam jeszcze spore emocje w rywalizacji o mistrzostwo. Z kolei sytuacja w dolnych rejonach tabeli powoli zaczyna się klarować.
Efekt nowej miotły jednak nie zadziałał
Kibice „The Villans” liczyli, że zeszłotygodniowe zwycięstwo w Pucharze Anglii z Leicester (2:1) pozytywnie wpłynie na postawę ich ulubieńców w lidze. Niestety, nawet nowy menedżer Tim Sherwood, który legitymuje się świetnym bilansem trenerskim (50% wygranych meczów jako opiekun Tottenhamu), nie potrafił w krótkim czasie odmienić gry Aston Villi. Nowy szkoleniowiec zespołu z Birmingham zapowiadał, że jego podopieczni będą prezentować futbol bardziej ofensywny, ale na razie zupełnie tego nie widać. Co prawda, już pierwszy celny strzał na bramkę Begovicia przyniósł gospodarzom gola, ale gra „The Villans” wyglądała nadal słabo.
Dość powiedzieć, że w całym meczu piłkarze AV oddali tylko trzy strzały na bramkę gości! Mimo tego aż do ostatnich minut utrzymywał się rezultat remisowy (gol Dioufa w końcówce pierwszej połowy). Wtedy to fatalny błąd w przyjęciu piłki popełnił kapitan Villi, Ron Vlaar i w konsekwencji zmuszony był faulować wychodzącego na czystą pozycję Victora Mosesa, za co słusznie obejrzał czerwoną kartkę. Rzut karny, w doliczonym już czasie gry, bezbłędnie wykorzystał sam poszkodowany, zapewniając swojej drużynie dziesiątą wygraną w sezonie. „The Potters” podtrzymali również świetną passę meczów wyjazdowych na Villa Park – dzisiejsze spotkanie było piatym kolejnym meczem bez porażki na stadionie w Birmingham. Dla Aston Villi był to z kolei 11. kolejny mecz bez zwycięstwa w Premier League i szósta porażka z rzędu. Tak fatalnej serii nie ma żaden zespół w angielskiej ekstraklasie.
Sherwooda czeka zatem ogrom pracy na Villa Park. Sam szkoleniowiec doskonale zdaje sobie sprawę, że misja utrzymania zespołu w elicie może zakończyć się niepowodzeniem („Wiem, że nastawiam swój kark, ale wierzę w tych chłopaków”). Dzisiejsze spotkanie najdobitniej pokazało 46-letniemu trenerowi z St Albans, z jakimi problemami przyjdzie mu się zmierzyć w niedalekiej przyszłości: dramatyczna indolencja strzelecka (AV ma na koncie ledwie 13 zdobytych goli w 26 meczach PL – najmniej spośród zespołów z pięciu najsilniejszych lig europejskich!), bardzo mała liczba strzałów (tylko 70 – najmniej w lidze), fatalna skuteczność (37% – najgorszy współczynnik celnych strzałów w PL), niewytłumaczalna niemoc po przerwie (prawie 80% goli strzelonych przez AV padło w pierwszych połowach spotkań) i zbyt częste wykluczenia (już 6 czerwonych kartek w tym sezonie, łącznie z dzisiejszą).
Aston Villa 1-2 Stoke City











