Klasyk nie rozczarował. Legia przegrała u siebie z Wisłą 0:2 w hicie 28. kolejki LOTTO Ekstraklasy i znów traci trzy punkty do Jagiellonii. Bramki dla Wisły strzelali Carlitos i Velez. Emocji nie zabrakło, a świetną asystą przy drugiej bramce dla krakowian popisał się strzelec pierwszego gola Carlitos.
Dwa ciosy Wisły
Mecz rozpoczął się obiecująco. Już w pierwszej akcji najpierw bramkę mógł strzelić Szymański, ale został zatrzymany przez Cuestę. Parę sekund później po kontrze Wisły sam na sam przed Arkadiuszem Malarzem stanął Carlitos, ale i w tym przypadku pojedynek wygrał bramkarz. Tak zresztą wyglądała cała pierwsza połowa. Legia starała się konstruować akcje, grając atakiem pozycyjnym, natomiast wiślacy szukali swojej szansy grając z kontry. Lepiej wyszli na tym goście, którzy stworzyli sobie kilka naprawdę groźnych sytuacji pod bramką Malarza. Po jednej z takich kontr w pole karne gospodarzy wpadł Halilović i się przewrócił. Po dość długim oczekiwaniu na decyzję VAR-u arbiter wskazał na „jedenastkę”. Do piłki podszedł Carlitos i idealnym strzałem w prawe okienko pokonał golkipera Legii.
Legioniści po stracie gola sprawiali wrażenie sparaliżowanych. Świetnie wykorzystała to Wisła, która pięć minut później podwyższyła wynik spotkania. Po fantastycznym dośrodkowaniu Carlitosa piłkę głową do bramki skierował Velez. ,,Biała Gwiazda” przeważała już do końca pierwszej połowy, choć Legia nie odpuszczała i starała się zdobyć bramkę kontaktową, jednak nieskutecznie. Jeśli chodzi o pierwsze czterdzieści pięć minut, to śmiało można powiedzieć, że było to widowisko godne derbów Polski.
Po przerwie bez zmian
Druga połowa była znacznie słabsza. Gospodarze atakowali, oddali kilka strzałów na bramkę Wisły, ale nie wykreowali na tyle groźnej akcji, by Cuesta puścił bramkę. Goście natomiast zamknęli się na własnej połowie i usatysfakcjonowani z wyniku, nastawili się wyłącznie na kontrowanie Legii. Do końca spotkania rezultat 2:0 nie uległ zmianie. Druga część meczu zdecydowanie rozczarowała wszystkich, bo po emocjonującej pierwszej połowie liczyliśmy na wiele więcej.











