Końcówka października zeszłego roku była w Sinsheim bardzo gorąca. Najpierw po przegranej z Hamburgerem SV zwolniono Markusa Gisdola (notabene dziś trenera HSV), potem zatrudniono w jego miejsce Huuba Stevensa, a dzień po tej decyzji wybuchła prawdziwa bomba, ponieważ ogłoszono, że od nowego sezonu trenerem Hoffenheim będzie zaledwie 29-letni Julian Nagelsmann. Wielu obserwatorów zaczęło się pukać w głowę, nie wierząc w powodzenie tego planu. Jak się miało z czasem okazać, nie mieli racji, bo Nagelsmann to jest największe trenerskie odkrycie w Niemczech, a może nawet i w całej Europie, w ostatnich 12 miesiącach.
Działacze „Wieśniaków” ryzyko podjęli już z październiku, ale jeszcze większe w lutym. Wtedy koncepcja ze Stevensem za sterami do końca sezonu nie wypaliła, ponieważ Holender zrezygnował z pracy z powodu problemów kardiologicznych. Hoffenheim coraz szybszym krokiem zmierzało do 2. Bundesligi (ostatnie spotkanie doświadczonego szkoleniowca był to przegrany 0:2 mecz z Darmstadt, zespół zajmował wtedy 17. pozycję w tabeli), a elitę miał ratować nie obyty z ligowymi realiami trener, lecz żółtodziób, którego największym osiągnięciem w pracy trenerskiej było zdobycie mistrzostwa Niemiec U-19. Na pierwszy rzut oka szaleństwo, mało rozważna decyzja i misja niemożliwa do zrealizowania. W praktyce wyszło wszystko na korzyść włodarzy, którzy mogli z dumą powiedzieć: kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.
Nagelsmann i jego kapitalne statystyki
Bo Nagelsmann nie tylko utrzymał drużynę w Bundeslidze, ale zanotował fantastyczną końcówkę sezonu, kiedy wygrywał m.in. z Herthą Berlin czy VfL Wolfsburg, dzięki czemu utrzymał zespół w elicie. Również w nowych rozgrywkach jego podopieczni pokazują świetną formę. Potwierdzeniem tego są statystyki. Licząc od momentu, kiedy 29-latek przejął Hoffenheim, drużyna z Rhein-Neckar-Arena zdobyła 42 punkty ligowe, a w tym okresie lepsze są tylko dwa kluby: Bayern, który zgromadził ich 58 i Borussia Dortmund, która uzbierała 48 oczek.
Licząc od momentu, kiedy Nagelsmann przejął Hoffenheim, drużyna z Rhein-Neckar-Arena zdobyła 42 punkty ligowe, a w tym okresie lepsze są tylko dwa kluby: Bayern, który zgromadził ich 58 i Borussia Dortmund, która uzbierała 48 oczek.
Zanim jednak w tym sezonie „Wieśniaki” zaczęły rządzić na dobre, rozpoczęły go mimo wszystko nieszczególnie. W pierwszych czterech spotkaniach cztery razy zremisowały. Przełamanie przyszło w piątej kolejce, kiedy ofiarą Hoffenheim zostało – przeżywające wtedy ogromne problemy – Schalke. Wiktoria nad klubem z Zagłębia Ruhry pociągnęła za sobą znakomitą passę kolejnych z rzędu wygranych (po dziewiątej kolejce ich liczba wynosi pięć). Ostatni raz Hoffenheim wygrało pięć kolejnych meczów… jesienią 2008 roku. Był to okres dla klubu wyjątkowy, ponieważ po zakończeniu pierwszej części sezonu 2008/2009 był na prowadzeniu w tabeli (wówczas jako beniaminek).
Ostatni raz Hoffenheim pięć meczów z rzędu wygrało pamiętnej dla niego jesieni 2008 roku. Również wtedy po dziewięciu kolejkach na koncie miało 19 punktów.









