Reprezentacja Brazylii w swojej historii zdobyła pięciokrotnie mistrzostwo świata. Kibice „Canarinhos” liczą, że szósty triumf ich gracze zaliczą na boiskach w RPA. O szansach Brazylijczyków, powołaniach Carlosa Dungi i młodych talentach z Kraju Kawy rozmawiają, w ramach cyklu publicystycznego „Na trybunie”: Tomasz Bejnarowicz, Łukasz Koszewski, Dawid Kowalski oraz Arkadiusz Przybyłkiewicz.
T.B.: Selekcjoner reprezentacji Brazylii, Carlos Dunga, na początku lutego powołał skład na towarzyskie spotkanie z Irlandią. Nieoczekiwanie wśród kadrowiczów zabrakło wielu doświadczonych graczy. Czy jesteśmy świadkami zmiany pokoleniowej w zespole „Canarinhos”?
Ł.K.: Zmiana pokoleniowa w każdej drużynie jest nieunikniona. W końcu nikt nie jest wieczny. Jednak wydaje mi się, że przedwczesna rezygnacja z Ronaldinho, który ostatnio prezentuje znakomitą formę,to co najmniej nieporozumienie. Niektóre powołania na najbliższy mecz towarzyski Brazylijczyków są dla mnie trochę niezrozumiałe. Dziwi mnie chociażby brak Pato, a obecność niemającego pewnego miejsca w składzie Sevilli Luisa Fabiano.
A.P.: Zgadzam się, że po jakimś czasie w każdej reprezentacji potrzebna jest zmiana pokoleniowa. Mimo wszystko jednak trzeba wprowadzać ją powoli, tak, by nowi, młodzi gracze mogli się uczyć od dawnych gwiazd, co w przyszłości na pewno zaprocentuje w ich postawie na boisku. Również dziwi mnie przedwczesna rezygnacja z Ronaldinho, lecz także obecność w kadrze takich graczy, jak Gilberto Silva, Julio Baptista czy Kleberson. Z całym szacunkiem, ci gracze nie prezentują już poziomu, który pozwalałby im na grę w drużynie, która na każdych mistrzostwach świata ma mistrzowskie aspiracje. Co do Ronaldo i Roberto Carlosa, również sądzę, że ich czas już minął, zresztą wraz z wysoką formą.
D.K.: W moim mniemaniu Dunga był zawsze trenerem, który potrafił zadziwić. Powołał wprawdzie kadrę, jednak to tylko mecz towarzyski. Mimo wszystko uważam, że Ronaldinho i Pato są dla niego pewniakami na mundial i wie dokładnie, jak grają w reprezentacji. Mam wrażenie, że Dunga stosuje swego rodzaju eksperyment, by jeszcze dać szansę zawodnikom, którzy spędzają mu sen z powiek. Wystarczy spojrzeć na skład Brazylii na mecz z Irlandią i jasno z niego wynika – to nie jest kadra mundialowa. Selekcjoner wciąż szuka najlepszego rozwiązania.
Ł.K.: Wiadomo, że nie można oprzeć kadry na zawodnikach tylko młodych lub tylko doświadczonych. Jednak pewnie starsi gracze muszą już się pogodzić z tym, że ich czas minął. Na pewno nie dotyczy to Ronaldinho, ale pozostali mistrzowie z Korei o powołaniach powinni zapomnieć.
T.B.: Na europejskich boiskach nie brakuje wielu młodych, utalentowanych Brazylijczyków. Kto waszym zdaniem ma największe szanse na wyjazd na mistrzostwa świata do RPA?
A.P.: Trudno powiedzieć na pewno, który z młodych brazylijskich „wilczków” ma największe szanse na wyjazd do RPA. Na dzień dzisiejszy mogą to być Thiago Silva z Milanu, Lucas Leiva z Liverpoolu i Ramires z Benfiki. W kolejce czekają jednak kolejni młodzi gniewni, jak klubowi koledzy tego ostatniego: David Luiz, Sidnei i Alan Kardec czy też Keirrison ostatnio wypożyczony z Barcelony do Fiorentiny. Nie przekreślałbym też brazylijskiej młodzieży z Szachtara Donieck, a więc Ilsinho, Williana, Luiza Adriano, Douglasa Costy czy Alexa Teixeiry.










