Wczorajsza odsłona multiligi była czasem refleksji, filozoficznych rozważań, smutku przemijania i pożegnań. Ci, którym udało się przetrwać tę ciężką lekcję cierpliwości, z obawą, ale także z nadziejami oczekiwali dzisiejszych spotkań. Cztery mecze o najwyższą stawkę. Legia walczyła o tytuł w korespondencyjnym pojedynku z Piastem, grupa pościgowa o najniższy stopień podium i czwarte miejsce premiowane występem w eliminacjach Ligi Europy, a Lech Poznań i Ruch Chorzów o honor. Jakie to było 90 minut? Czy multiliga mistrzowska była taka tylko z nazwy?
Wczorajsza multiliga była zjawiskiem dla koneserów. Dzisiejsza na szczęście zdecydowanie bardziej była skierowana do kibiców. Była walka, emocje, bramki i sporo piłki w piłce.
Legiony to żołnierska buta
O ileż mąk, ileż cierpienia,
O ileż krwi, wylanych łez.
Pomimo to – nie ma zwątpienia,
Dodawał sił – wędrówki kres.
Stanisław Czerczesow doskonale wpisał się w wojskowy charakter Legii Warszawa. Dla niego droga do zwycięstwa wiedzie przez krew, pot i łzy. Ze świadomością, że w Gdańsku potrzebne będą siły do walki do ostatniego gwizdka, rzucił do boju zawodników, którzy grali do tej pory mniej. W pierwszym składzie zameldował się Masłowski, Vranjes i Aleksandrow. Lechia nie zamierzała zwalniać tempa i stosować taryfy ulgowej. Kilka lat temu strzał byłego lechity Jakuba Wilka odebrał mistrzostwo Legii prowadzonej przez Macieja Skorżę. Dziś o swojej przeszłości przypomniał sobie Sławomir Peszko, strzelając piękną bramkę. Na początku drugiej połowy dołożył do tego asystę i Legia znalazła się na kolanach. Nim spróbowała się z nich podnieść, z boiska wyleciał Igor Lewczuk, który bardzo mocno pracował na drugą żółtą kartkę.

Miałem kiedyś sen, piękny sen
Lecz biedny jestem: me skarby – w marzeniach;
Więc ci rzuciłem marzenia pod stopy;
Stąpaj ostrożnie, stąpasz po marzeniach.
Piast nie chce przestać być sensacją. Pogrom w Warszawie nie sprawił, że gliwiczanie zapomnieli o swoich marzeniach. Mogą przegrać, ale nie mają zamiaru się poddać. Gdy na stadion w Chorzowie dotarła informacja, że Lechia nie poda „Wojskowym” mistrzostwa na tacy, zawodnicy Piasta strzelili bramkę, zrównując się punktami z liderem. Problemem okazała się kontuzja Radosława Murawskiego. Po zejściu z boiska znów zobaczyliśmy Piasta bezradnego, zdezorganizowanego i przestraszonego. Prawie tak mocno jak Legia w Gdańsku. Sytuację uspokoiła druga bramka strzelona przez Nespora, a trzeci gol skończył marzenia Ruchu o choćby remisie.














