Widzew Łódź po fatalnym początku, w którym stracił dwie bramki, przegrał z Wisłą Kraków 1:2 na stadionie przy al. Piłsudskiego. Trener Radosław Mroczkowski zastanawiał się po meczu nad przyczynami porażki, ocenił postawę grającego w wyjściowym składzie Mariusza Rybickiego oraz próbował wytłumaczyć nerwowy początek w wykonaniu swoich podopiecznych.
– Początkowe minuty były kluczowym momentem meczu. W przekroju całego spotkania byliśmy zespołem dużo słabszym. Staraliśmy się nadrabiać nasze mankamenty większym zaangażowaniem, ale te pierwsze dziesięć minut, pierwsze sekundy, w których straciliśmy bramkę, na pewno chluby nam nie przynoszą i trzeba się zastanowić, dlaczego tak to spotkanie rozpoczęliśmy. Oczywiście, mieliśmy swoje okazje, przy stanie 1:2 stworzyliśmy sytuację stuprocentową, trzeba było tylko trafić do pustej bramki. Myślę, że to był moment zwrotny w tym meczu. Szkoda też tego zachowania Bena, który stracił głowę i uniemożliwił nam przeprowadzenie dwóch zmian ofensywnych, które sobie przygotowaliśmy na ostatnie 15 minut, żeby starać się walczyć o trzy punkty.
Ben Dhifallah zachował się nieodpowiedzialnie i osłabił zespół w kluczowym momencie. Czy był po meczu w szatni razem z zawodnikami? Jak się zachowywał? – Jest teraz w szatni, mamy jutro trening, będziemy o tym rozmawiać. Na gorąco nie analizujemy meczu, będziemy mieli na to czas jutro. W takich sytuacjach niektórzy zawodnicy dają nam odpowiedź, czy możemy na nich liczyć czy nie. Ten mecz nam pewne rzeczy uświadomił.

Widzew Łódź już nie pierwszy raz wchodzi w mecz bardzo nerwowo. Szkoleniowiec próbował tłumaczyć, dlaczego pierwsze minuty są takie chaotyczne. – Na pewno mamy taki problem, bo to nie jest pierwsze spotkanie. Poprzednie słabsze pierwsze minuty meczów obeszły się bez konsekwencji, z Wisłą od razu dostaliśmy bramkę i za chwilę drugą. Robimy dużo zmian w defensywie i to jest nasz zasadniczy mankament. Nie ukrywam, że przydałaby się większa rywalizacja, to by nam pomogło.
Jak Mroczkowski ocenia grę Mariusza Rybickiego, który wyszedł w wyjściowym składzie i grał na dość nietypowej dla siebie pozycji? – Zagrał od początku, na pewno do momentu, w którym nie został kopnięty i nie dostał skurczu, grał dobrze. Nie chcieliśmy ryzykować i dlatego wszedł kolejny zawodnik. Myślę, że to jest piłkarz, który będzie z meczu na mecz lepiej się prezentował. Dzisiaj była potrzeba, żeby zagrał na takiej pozycji, może nie był ustawiony optymalnie, ale widzimy, że potrafi grać w piłkę, nie ustępuje umiejętnościami zawodnikom drużyny przeciwnej.











