Radosław Mroczkowski zadebiutował wczoraj w roli szkoleniowca w najwyższej klasie rozgrywkowej. Trenowani przez niego widzewiacy zaprezentowali się w pojedynku z Wisłą całkiem dobrze, choć w ostatnich sekundach meczu dali sobie wydrzeć zwycięstwo. Mroczkowski chwali postawę swojego zespołu i cieszy się z pierwszego punktu w ekstraklasie.

Mecz do ostatnich sekund trzymał w napięciu. Jak oceni Pan postawę swoich podopiecznych?
Nie spodziewałem się, że stworzymy tyle sytuacji, naprawdę fajna była pierwsza połowa w naszym wykonaniu, mogliśmy prowadzić, przełożyć stwarzane okazje przynajmniej na jednobramkowe prowadzenie. Wisła jest w grze, praktycznie w środku sezonu i to też było widać. Widoczne było dużo swobody w jej poczynaniach, dużo gry kombinacyjnej. Wiedzieliśmy o tym, ale próbowaliśmy stworzyć swoje szanse, swoje sytuacje i w tym meczu to się udawało. Szkoda, że te poprzeczki nie zamieniły się na bramki w drugiej połowie. Cieszę się z tego, że potrafiliśmy strzelić gola. Gdyby to był wynik 0:0 i stracilibyśmy tę bramkę w końcówce, to naprawdę byłbym dzisiaj bardzo smutnym człowiekiem. Punkt mnie cieszy, jak na początek mojej drogi można powiedzieć, że jest OK. Pochwały dla zespołu, który naprawdę dzisiaj walczył, zostawił dużo zdrowia na boisku. Potrzebowałem dzisiaj jedenastu zawodników, którzy stworzą zespół, i to zostało zrealizowane. Wiem, że jedenastu dobrych graczy mam, ale chodziło o jedenastu, którzy stworzą zespół. I to było naszą siłą dzisiaj.
Jak skomentuje Pan sytuację z 93. minuty? Co się stało i co Pan czuje?
Na pewno chcieliśmy wygrać i to było widać, przez 90 minut do tego dążyliśmy. Myślę, że za bardzo uwierzyliśmy, że to jest już koniec meczu. Koncentracja jest niezwykle istotna przez 90 minut plus to, co doliczy sędzia. Troszeczkę nam tej koncentracji zabrakło. Nie chcę teraz oceniać tej sytuacji na gorąco, bo musimy sobie to zobaczyć i przeanalizować. Na pewno to się zdarza, gdy angażuje się w mecz bardzo mocno i gra się o zwycięstwo.
Czym podyktowana była zmiana Madery?
Zmiana była spowodowana tym, że zawodnik zasygnalizował potrzebę zejścia z boiska. Prawdopodobnie to jakiś mikrouraz, coś działo się w trakcie gry. Zostało jeszcze 15 minut meczu, zawodnik podejmuje sam decyzję, to jest odpowiedzialność. Sebastian wykazał się bardzo dużym rozsądkiem, bo lepiej, gdy w takiej sytuacji wchodzi zawodnik zdrowy, który może grać na 100%, szczególnie na tej pozycji. Była to więc wymuszona zmiana.
Nika Dzalamidze zszedł po 60 minutach, pokazywał, że nie ma sił. Czy to jest kwestia jego zaangażowania i braku umiejętności rozłożenia sił czy on po prostu ma taką wydolność?











