Nastał okres, w którym prym wiodą wszelkiego rodzaju podsumowania i wybory najlepszych piłkarzy oraz jedenastek każdej z lig. Póki klimat Euro jeszcze na dobre nie zagościł w naszych domach, czas przedstawić najlepszego zawodnika Serie A. Niespodzianki nie ma, jest nim nowy lider mistrza Włoch – Andrea Pirlo.
Kto by pomyślał przed rozpoczęciem sezonu, że mistrzem Włoch będzie Juventus, który nie przegra żadnego ze spotkań ligowych, a w dodatku liderem „Bianconerich” będzie Andrea Pirlo? Tak, ten sam, którego w Milanie nie widział Massimiliano Allegri. „Stara Dama” zrobiła zatem interes życia, podpisując kontrakt z niekwestionowaną gwiazdą calcio latem zeszłego roku. W Milanie kończył mu się kontrakt, a Allegri pod wymówką odmładzania drużyny nie zachęcał zarządu klubu do tego, by Pirlo dostał propozycję nowego kontraktu. Tym samym po dziesięciu sezonach spędzonych w koszulce w czerwono-czarne pasy Andrea Pirlo zmienił barwy na biało-czarne. Juventus dostał zawodnika ukształtowanego, z własnym stylem gry, fenomenalną techniką, niebanalnym przeglądem pola i… podrażnionymi dumą i ambicją. Pirlo wiedział, że w Turynie czeka na niego niesamowicie trudne zadanie, ale nikt nie spodziewał się po wiekowym pomocniku cudów. Co więcej, niektórzy kibice „Juve” niezbyt przychylnie wyrażali się o nowym nabytku turyńskiego giganta. Wszyscy jednak zmienili zdanie 11 września, gdy w debiucie po raz pierwszy dotknął futbolówki. Wówczas okazało się, że aby Juventus powrócił na szczyt, potrzebował właśnie Pirlo.

Latem ubiegłego roku zawodnik odchodził z Milanu wypalony, ale w Turynie odzyskał swoją witalność i klasę. Od początku ubiegłego sezonu miał same problemy w drużynie „Rossonerich”. W składzie nie za bardzo widział go Massimiliano Allegri, który zarzucał mu brak nowych rozwiązań w jego grze oraz coraz to mniejsze zaangażowanie w akcje defensywne. Problem w tym, że Pirlo od zawsze potrafił powalczyć w obronie, o czym dobrze wiedzieli tifosi Milanu. Jednak za Allegrim przemawiał sukces, jakim było zdobycie mistrzostwa Włoch. W swoim ostatnim sezonie w Mediolanie miał również problemy ze zdrowiem. Wcześniej nie zdarzało mu się to tak często, a zarówno w 2010, jak i 2011 roku grał niewiele. Pauzował krócej lub dłużej, ale w każdym z tych wypadków na tyle długo, że później nie potrafił wrócić do własnego stylu gry i przede wszystkim dobrej formy. Pirlo znaczył dla Milanu coraz mniej, a zarabiał godziwie – 3,5 miliona euro rocznie. Dość szybko zaczęło się mówić, że nie przedłuży wygasającego w czerwcu 2012 roku kontraktu na równie dobrych finansowo warunkach. Jeśli chciał zostać, musiał zgodzić się na cięcia. Tym bardziej, że w styczniu do Milanu zawitał wprawdzie starszy, ale stylowo w 100 procentach odpowiadający Allegriemu Mark van Bommel. Pirlo nawet nie chodziło o pieniądze, ale zrozumiał, że u tego trenera będzie albo dublerem Holendra, albo będzie grał na innej pozycji. Lepiej było odejść. Pierwszy zgłosił się Juventus. Rozmowy poszły gładko. Otrzymał dokładnie to samo, co wcześniej gwarantował mu kontrakt w Milanie, i koszulkę w czerwono-czarne pasy zamienił na biało-czarną.










