Trener londyńskiej Chelsea przyznaje, że trzeba być przede wszystkim człowiekiem-zwycięzcą, aby móc zyskać przydomek wyjątkowy. Sam 50-letni Jose Mourinho czuje, że ten przymiotnik przysługuje mu do dziś.
Portugalczyk przygotowuje się na drugie podejście w ekipie ze Stamford Bridge. Szkoleniowiec postanowił powrócić do „The Blues” po sześciu latach. W międzyczasie udało mu się jednak zdobyć kilka ważnych tytułów, m.in. mistrzostwo Włoch i Hiszpanii, a nawet tryumfować w rozgrywkach Ligi Mistrzów z Interem Mediolan w 2010 roku.

Lecz sukcesu na arenie europejskiej nie udało się powtórzyć w Realu Madryt. W zespole „Królewskich” Mourinho trzykrotnie zatrzymywał się na półfinale prestiżowego turnieju. Jednakże „The Special One” twierdzi, że nadal znajduje się w czołówce i już przygotowuje się na kolejną przygodę z Premier League.
– Zawsze w ten sposób wyrażam siebie, to oczywiste. Kiedy pierwszy raz przybyłem do Chelsea, to powiedziałem, że jestem wyjątkowy, bo zdobyłem puchar Ligi Mistrzów z FC Porto. Aby być mistrzem, przede wszystkim trzeba posiadać wyjątkowy talent. Ci wyjątkowi dają z siebie maksimum zdolności i wielką motywację do pracy. Dzięki temu jest duża możliwość wygrywania i odnoszenia sukcesów przez wiele lat. Jeśli nie jesteś wyjątkowy, nie wygrywasz. Ja wygrywam regularnie – mówi Jose.
– Może nie jestem najlepszym trenerem na świecie, ale uważam, że nie ma lepszego ode mnie. Nie chcę być nazywany legendą, ale mam świetną historię, którą jest trudno porównać z jakąkolwiek inną. Uważam się za świetnego szkoleniowca. Mam za sobą znakomite lata, ale ważniejsze są przede mną. Z reguły nie świętuję zdobycia mistrzowskiego tytułu za bardzo, ponieważ nie chcę myśleć, że to mój ostatni sukces. Każdy, kto chce obejrzeć mój upadek, będzie rozczarowany. Będę wygrywał więcej pucharów w mojej karierze, to naturalne – dodaje Jose, który jutro zostanie zaprezentowany kibicom CFC na Stamford Bridge.











