Rzeź, masakra. Ewentualnie od drugiej strony: klęska, katastrofa, kataklizm, dramat, tragedia. Części z tych słów należy użyć, by opisać mecz Bayernu z Schalke.
Szczególnie jeśli chodzi o pierwsze 40 minut, w trakcie których gospodarze przesądzili losy meczu. Ich rywale zaliczali właściwie pojedyncze kontakty z piłką i przewaga monachijczyków nie ulegała żadnej dyskusji. Bayern utrzymywał się przy piłce przez około 80% czasu gry, strzelił cztery gole, a Neuer nie zaliczył nawet jednego kontaktu z piłką. Zaczęło się już w 3. minucie. Strzał Alaby z rzutu wolnego został podbity przez skaczącego w murze Huntelaara i piłka wpadła do bramki zmylonego Fährmanna. Na kolejne uderzenie czekaliśmy ponad dziesięć minut, ale przyniosło ono kolejnego gola. Mandżukić podał w pole karne do Robbena, a ten piękną podcinką pokonał bramkarza. Kolejne dwa strzały również wpadały do siatki: najpierw po dośrodkowaniu Alaby gola głową strzelił Mandżukić, a później drugą bramkę zdobył Robben, precyzyjnym strzałem w kierunku dalszego słupka. Bayern mógł do przerwy prowadzić jeszcze wyżej, ale dwukrotnie świetnie interweniował Fährmann, broniąc strzały Kroosa i Mandżukicia.

Schalke obudziło się w okolicach 40. minut, a jeszcze przed przerwą mogło i powinno strzelić gola, ale świetnie spisał się Neuer, który do tej pory był bezrobotny. Obronił kolejno strzał Fuchsa z rzutu wolnego, uderzenie głową Matipa po rzucie rożnym i strzał Höwedesa z jedenastu metrów, który leciał pod samą poprzeczkę. Również na początku drugiej połowy nieco lepiej, ale nie potrafili już zmusić bramkarza rywali do interwencji, a tym bardziej go pokonać. Zrobił to dopiero Rafinha, który skiksował po rzucie rożnym wykonywanym przez gości. Monachijczycy szybko chcieli odpowiedzieć, ale uniemożliwił im to niesamowity Fährmann, który dwoił i troił się w bramce, broniąc strzały Mandżukicia, Schweinsteigera i Götzego. Co z tego, skoro karnego sprokurował Papadopoulos, jednocześnie wylatując za czerwoną kartkę. Z jedenastu metrów w sam róg bramki uderzył Robben, zaliczając hat-tricka.
Do końca meczu już niewiele się wydarzyło, Bayern z przewagą jednego piłkarza spokojnie kontrolował spotkanie. Kolejnym ciosem wymierzonym w kibiców Schalke było przejęcie opaski kapitańskiej przez Neuera po zejściu Schweisteigera. Bayern jest na drodze do bicia kolejnych rekordów. Z kolei Schalke po bardzo dobrej serii na początku wiosny teraz wpadło w dołek i musi szybko się z niego wydostać, jeśli marzy o grze w Lidze Mistrzów w przyszłym sezonie.









