Chociaż tegoroczne wakacje dopiero co za nami, grupa 24 młodych piłkarzy z Polski już planuje przyszłoroczną wyprawę do Włoch. Eliminacje EURO-U21 wchodzą w decydującą fazę, a polska młodzieżówka stoi przed historyczną szansą na awans. W dzień meczu z Wyspami Owczymi analizujemy pozycję Polaków w grupie 3.
Na kłopoty Michniewicz
Rok 2017 stanął pod znakiem nieudanych mistrzostw Europy, gdzie pomimo hucznych zapowiedzi i dużej ekscytacji takim turniejem organizowanym w naszym kraju, aspekt sportowy w polskiej reprezentacji nie istniał. W trakcie meczów w Kielcach i Lublinie nie działało nic, począwszy od współpracy między poszczególnymi formacjami, a kończąc na niezadowoleniu z przebiegu treningów. Narodowa dyskusja o tym, jak bardzo odstajemy od reszty krajów w kontekście piłki młodzieżowej, szkolenia itd. zmusiła PZPN do podjęcia stanowczych kroków. Do funkcji selekcjonera reprezentacji do lat 21 było przymierzanych wielu kandydatów, ale największym zaufaniem został obdarzony zwolniony z Bruk-Betu Czesław Michniewicz. Cel postawiony przed nowym szkoleniowcem był jeden – awans na główną imprezę.
Efekt nowej miotły i skandynawskie wpadki
Na eksperymenty nie było czasu, gdyż na pierwszym zgrupowaniu czekał trudny wyjazd do Gruzji. W kadrze pojawiły się nowe twarze, głównie z roczników ’96 i ’97, a urodzeni w tych latach piłkarze mieli stanowić o sile „Biało-czerwonych” w nadchodzącej kampanii. Trener Michniewicz zdecydował się powierzyć opaskę kapitańską jednej z najjaśniejszych gwiazd nowej reprezentacji, Dawidowi Kownackiemu. Wchodzący do składu Sampdorii wychowanek Lecha miał być oparciem dla ofensywy, jak i całej drużyny. Pomoc oparta na co raz bardziej wyróżniających się piłkarzach z ekstraklasy takich jak Żurkowski czy Szymański oraz obrona skonstruowana z zawodników z rodzimej ligi stanowiła ciekawą mieszankę, którą Czesław Michniewicz wraz ze sztabem scalił bardzo dobrze.
Mecz na Kaukazie w wielu momentach silnie akcentował wyższe umiejętności Polaków, czego dowodem było solidne, trzybramkowe zwycięstwo. Na świętowanie nie było czasu, gdyż miesiąc później czekały kolejne dwa spotkania – domowe starcie w Łodzi z Finlandią oraz wyjazd na Litwę. Pojedynek z zespołem skandynawskim zasługiwał na miano szalonego, czego dowodem niech będzie fakt, że w ciągu 15 minut padły aż cztery bramki! Wpadka na stadionie Widzewa, bo tak trzeba nazwać remis 3:3 z niżej notowaną Finlandią, nie wpłynęła na morale Polaków, którzy cztery dni później w litewskich Gorżdach zdominowali gospodarzy, czego efektem była dwubramkowa wygrana. Zdobyte trzy punkty, i to dwa dni po awansie pierwszej reprezentacji na mistrzostwa świata, dodały młodym piłkarzom wiatru w żagle, ale zespół musiał mieć z tyłu głowy fakt, że jeden z dwóch najważniejszych meczów eliminacji przed nimi…











