Milan, walczący o powrót na fotel lidera, wykonał swoją pracę w wyjazdowym meczu w Weronie. Styl, w jakim wywiózł te cenne trzy punkty, na pewno rozczarował, jednak przez następne 24 godziny to właśnie „Rossoneri” będą prowadzącymi.

W pierwszym spotkaniu 32. kolejki Serie A do Werony zawitał lider sprzed ostatniej kolejki, AC Milan. Podopieczni Allegriego z pewnością chcieli odkupić swe winy z poprzedniego meczu, przez który stracili pierwsze miejsce w tabeli. Łatwego zadania jednak nie mieli, bo Chievo w tym sezonie może powalczyć nawet o europejskie puchary, a do tego gospodarze mają za sobą serię dwóch zwycięstw z rzędu.
Milan od samego początku próbował przejąć kontrolę nad grą, ale to gospodarze mieli lepszą okazję do strzelenia bramki, jednak źle rozegrali piłkę w polu karnym, a bardzo niecelnie dobijał z dystansu Frey. Za to już chwilę później, w 8. minucie, Muntari pokazał piłkarzowi Chievo, jak strzela się sprzed 30. metra. Reprezentant Ghany fenomenalnie uderzył, nie dając szans Sorrentino na interwencję, przez co „Rossoneri” mogli cieszyć się z prowadzenia. Goście mieli okazję szybko odpowiedzieć za niewyciągnięcie konsekwencji z ostatniego meczu. Podopieczni Allegriego zamiast szukać kolejnego gola, dającego pewne już prowadzenie i spokój, pozwolili rozkręcić się swym rywalom.

Najpierw z daleka próbował Bradley, następnie Pellissier i znów Bradley, ale zdecydowanie brakowało im celności. W 24. minucie piłkarze „Gialloblu” nawet dopięli swego, kiedy do bramki Abbiatiego trafił Paloschi, ale arbiter odgwizdał minimalnego spalonego. Już minutę później mogła faktycznie paść bramka dla gospodarzy, ale dobrej sytuacji nie wykorzystał Thereau, bo strzelił tuż obok słupka. W 31. minucie znów przed szansą stanęli zawodnicy z Werony, jednak tym razem po strzale głową chybił Pellissier. Piękną akcją, co ciekawe pierwszą od momentu zdobycia bramki, w 36. minucie popisał się zawodnik Milanu. Robinho zatańczył z obrońcami w polu karnym i gdy już ich okiwał, na nieszczęście sympatyków „Rossonerich”, strzelił obok bramki. Wyśmienitą okazję miał na samym końcu pierwszej połowy Rigoni, ale znów zawiodła celność. Milan do przerwy prowadził, lecz to Chievo było stroną przeważającą, co gospodarze mogli udokumentować w drugiej połowie, podobnie jak w meczu Milanu z Fiorentiną.











