Od lat, śledząc poczynania w rodzimej ekstraklasie, karmieni jesteśmy niezliczoną liczbą pustych frazesów. A to godzina nieodpowiednia, a to pogoda nie ta… Na szczęście w innych krajach o tym nie wiedzą i nie jesteśmy skazani tylko na polską kopaninę. Jednym z najczęściej powtarzanych mitów, jest ten o świeżości.
Naiwność kibica
Zazwyczaj część mądrości, którymi karmią nas polscy piłkarze, w jakimś tam stopniu łykamy. Bo przecież faktycznie zdarza się, że pogoda jest wybitnie niepiłkarska. Zresztą nie oszukujmy się – każdy z nas ma w sobie odrobinę natury janusza. Oczywiście nie mówimy tu o takich skrajnościach jak niedawna wypowiedź Ivana Djurdjevicia, który winą za porażkę obarczył… wiatr. Bardziej na myśli mam tu np. deszcz, który istotnie może wpłynąć na stan murawy.
Często słyszy się o tym, iż piłkarze mają w nogach ciężki okres przygotowawczy i brak im tzw. świeżości. Raptem niespodziewanie przychodzi mierzyć nam się z luksemburskimi czy też mołdawskimi potęgami i niestety polegamy. No ale wytłumaczenie jest. Zmęczenie przedsezonowymi przygotowaniami!
Nie będę już tutaj pastwił się nad naszymi ligowcami i powielał wielokrotnie przytaczanych statystyk. Ileż to razy porównywano bowiem liczbę meczów przeciętnego klubu z Premier League z przeciętnym zespołem z ekstraklasy. Zwykle wychodziło na to, iż ekstraklasowicze rozgrywają o ponad 20 spotkań w sezonie mniej.
Casus Polonii
Gdy spojrzymy jednak na tabelę naszej ligi w trwającym sezonie, to równie dobrze na stałe odrzucić możemy wszelkie sugestie, jakoby świeżość była kluczowym elementem sukcesu. Być może to wina poziomu naszych rozgrywek. W takim wypadku nasi ligowcy, wypowiadając się w tym temacie, dokonują samozaorania.
Daleko zresztą nie trzeba sięgać, by obnażyć błędność takiego myślenia. Przypomnijmy sobie sezon 2012/2013, kiedy to trapiona problemami, sklecona naprędce z ligowych odrzutów Polonia Warszawa była z początku rewelacją rozgrywek, po 15 kolejkach zajmując trzecie miejsce.
„Czarne Koszule” do rozgrywek przystąpiły bez żadnego profesjonalnego, zaplanowanego przygotowania. Ba, były one sporo opóźnione w stosunku do innych klubów! Dodatkowo, w związku z finansowymi kłopotami, nie było mowy o zagranicznym obozie, zbieranina testowanych piłkarzy odbyła zaledwie kilka sparingów.
Wówczas na szerokie wody wypłynął trener Piotr Stokowiec. Koniec końców po równie skromnym obozie zimowym i wyprzedaży wielu kluczowych zawodników Polonia zakończyła sezon na szóstej lokacie. Czy ktoś wówczas miał prawo wspominać o braku świeżości?
Drużyna rozegrała znacznie mniej sparingów niż reszta, w dodatku obyła się bez „mordujących” nasze kluby zagranicznych obozów. Może właśnie paradoksalnie dzięki temu, mając tak marną kadrę, zajęła takie wysokie miejsce. Niestety, ale wygląda na to, iż świadczy to przede wszystkim o słabości ekstraklasy.
Nutka optymizmu
Żeby jednak tekst nie miał tak negatywnego wydźwięku, przyjrzyjmy się obecnemu sezonowi. Do czołówki dopełzała się właśnie Pogoń, która miała tak fatalny start w lidze. Trudy obozu pod wodzą Kosty Runjaicia wywodzącego się z niemieckiej szkoły trenerskiej przyniosły efekty.











