Zgromadzeni na stadionie w Johannesburgu kibice byli świadkami sensacji. Słowacja ograła mistrzów świata.
Mecz Słowacja – Włochy był starciem, które podopieczni Lippiego po prostu musieli wygrać. „Squadra Azzurra” była nastawiona na ofensywę i już w pierwszych trzech minutach Iaquinta oddał dwa strzały, które były dalekie od celnych. Tymczasem Słowacy, tym razem bez Weissa juniora w pierwszej jedenastce, udowodnili, że będą walczyć o zwycięstwo. Po grze debiutantów było widać, że do meczu podeszli z zaangażowaniem i wiarą. Nie dali po sobie poznać spięcia i stresu, choćby ze względu na klasę rywala.

Entuzjazm Słowaków zdecydowanie zaprocentował. Po raz kolejny Włosi pierwsi stracili bramkę i zostali przyparci do muru. Kucka doskonale wyłożył piłkę Vittekowi, a ten z prawej nogi uderzył w lewy, dolny róg bramki. Marchetti nie okazał się bramkarzem takiej klasy, która pozwoliłaby mu na wybronienie tego uderzenia.
Na tym się nie skończyło. Słowacy grali spokojną piłkę i zdecydowanie powstrzymywali ataki Włochów. Podopieczni Weissa zagrażali zarówno w grze z kontry, jak i ze stałych fragmentów gry. Debiutanci nie omieszkali również spróbować strzałów z dystansu. Po 30 minutach gry potężny strzał oddał Strba, który z wielkim wysiłkiem, końcami palców zdołał obronić bramkarz mistrzów świata. Jednakże zestawiając strzał owego pomocnika z próbą na przykład Montolivo – śmiem stwierdzić, że był on zaiste świetny.
Pierwsza połowa dostarczyła wielu emocji. Słowacja sprawiła niespodziankę i do przerwy ogrywała mistrzów świata 1:0. Jeszcze przed ostatnim gwizdkiem Howarda Webba wynik był bliski wyrównania. Jednak to nie Włoch był bohaterem ofensywnej akcji, a Skrtel. Gdy jeden z podopiecznych Lippiego dośrodkował w pole karne, ten piłkę wybił tak, że ledwo minęła poprzeczkę.

Dwie zmiany przeprowadzone przez trenera Włochów w przerwie meczu zwiastowały przejście do ofensywy. W pierwszej połowie „Squadra Azzurra” szczególnie nie zachwyciła – zarówno w obronie, jak i w ataku. Do gry weszli zatem Maggio oraz Quagliarella. Po dziesięciu minutach gry na boisku pojawił się również Pirlo.
Podopieczni Lippiego, owszem, częściej atakowali bramkę przeciwnika, jednak grali nieskuteczne. Byli oni bliscy wyrównania, lecz tego dnia Jan Mucha był w bardzo dobrej dyspozycji. Swój zespół uratował również ten, który w pierwszej połowie omal nie zdobył gola samobójczego, a więc Skrtel. Quagliarella oddał potężny strzał, lecz obrońca angielskiego Liverpoolu wybił piłkę dosłownie z linii bramkowej. Spotkało się to z protestem mistrzów świata i nic dziwnego, ponieważ czas nieuchronnie upływał.











