Lech katastrofalnie rozpoczął serię spotkań z niżej notowanymi rywalami, przegrywając 1:2 z Puszczą Niepołomice w bardzo słabym stylu. Podopieczni Tomasza Tułacza mieli plan na to spotkanie i skrzętnie go wykonali, odnosząc pierwsze zwycięstwo w tym roku, które przybliża ich do upragnionego utrzymania.
Lech szybko dał się zaskoczyć. W pierwszych pięciu minutach Puszcza dwukrotnie miała okazję do dośrodkowań z rzutów rożnych, z których jest przecież piekielnie groźna. Zakotłowało się pod bramką „Kolejorza”, ale zagrożenie zostało na chwilę oddalone.
W 6. minucie po długim wybiciu Zapolnik wygrał pojedynek z Blaziciem, zgrywając piłkę do Hajdy, który uderzył na bramkę z linii pola karnego. Mrozek odbił strzał, ale jako pierwszy do piłki dopadł Jordan Majchrzak, wyprzedzając Pereirę. Bramkarz był bez szans, a wychowanek warszawskiej Legii mógł cieszyć się z pierwszego gola w PKO BP Ekstraklasie. Warto docenić szczerość Majchrzaka w wywiadzie w przerwie, który zapytany o to, czy jako wychowanka Legii gol przeciwko Lechowi ma dla niego dodatkowe znaczenie, szczerze potwierdził.
Sporo mówiło się przed tym meczem o bardzo dobrej defensywie Lecha Poznań i świetnej postawie Mrozka, choćby w ostatnim spotkaniu z Pogonią Szczecin. Ale już na początku meczu Bartosz Mrozek po 388 minutach musiał wyciągnąć piłkę z siatki.
Co zaskakujące, gol nie obudził poznaniaków, to Puszcza miała kolejne szanse, zarówno po kontrach, jak i wrzutach z autu. Lech gubił się w rozgrywaniu. W 20. minucie statystyka strzałów wyglądała tak: 4:1 dla Puszczy, w celnych 3:0. Chwilę później podopieczni Tułacza ponownie zaskoczyli.
Puszcza robiła „tylko” to, w czym jest najlepsza
Rzut wolny, po którym padł drugi gol, warto zobaczyć. Perfekcyjnie zaplanowany i wykonany schemat. Szereg zawodników wbiegających z głębi pola, dokładnie wiedzących, w jaki sposób którą strefę atakować. Dośrodkowanie Jakuba Serafina dotarło do Craciuna, który łatwo zdobył swoją siódmą bramkę w tym sezonie.











