16 stycznia w Ruandzie, niemal bez żadnego rozgłosu, rozpoczął się bardzo interesujący turniej, o którego istnieniu obowiązkowo powinni wiedzieć przedstawiciele ekstraklasy. Mowa o Mistrzostwach Narodów Afryki – swego rodzaju alternatywie dla najważniejszej reprezentacyjnej imprezy na Czarnym Lądzie, jaką jest Puchar Narodów Afryki.
Na czym polegają rzeczone rozgrywki? Mistrzostwa Narodów Afryki to relatywnie nowy turniej – pierwszy miał miejsce w 2009 roku. Dotychczas odbyły się cztery, a od 2014 roku zawsze mają być rozgrywane w latach parzystych. Impreza jest zbliżona pod względem zasad do tradycyjnego afrykańskiego Pucharu Narodów, w nim również bierze udział 16 reprezentacji. Jedyna różnica dotyczy składów – w przypadku obecnie rozgrywanej imprezy wszyscy piłkarze z danej drużyny muszą grać w lidze swojego kraju. Gdyby nie ten fakt, rozgrywki nie byłyby tak interesujące (z naszego punktu widzenia).
Mistrzostwa Narodów Afryki stwarzają bowiem idealne warunki do wypatrzenia, wyłowienia i zakontraktowania za bezcen perełki z Czarnego Lądu, którą można zobaczyć na własne oczy na dużej imprezie. Zwykle zawodnicy z tego kontynentu dostarczani byli do Polski jako wagon z ludźmi, których testowano w różnych klubach. Zamiast płacić dość spore pieniądze za pośredników, o wiele bardziej interesujące wydaje się posłanie jednego obserwatora, który oglądając kilka meczów zapisuje nazwiska – składy aż roją się od młodych piłkarzy – niektóre kadry mają średnią wieku na poziomie 22-23 lata. Jest więc kogo obserwować.

Większość graczy na turnieju jest zupełnie anonimowa. Jeśli zaś chodzi o poprzednie imprezy i piłkarzy, którzy się z nich przebili, paru ma „wyrobione nazwisko”. Najbardziej w oczy rzuca się się chyba El Arbi Soudani z Dinama Zagrzeb – algierski napastnik reprezentował swój kraj na mistrzostwach przed pięcioma laty, dziś zaś jest czołowym strzelcem swojego klubu, za którego kilka klubów skłonne jest (ponoć) zapłacić kwotę rzędu dziesięciu milionów euro. Robi wrażenie – znalezienie kogoś podobnego kalibru to raczej mrzonka, niemniej żaden klub z ekstraklasy nie pogardziłby raczej kimś, za kogo w przyszłości mógłby zarobić choćby i milion na czysto.
Poziom rozgrywek jest oczywiście o wiele niższy niż w przypadku Pucharu Narodów Afryki. Nie może to dziwić – niemal każdy czołowy gracz na kontynencie na co dzień reprezentuje europejskie kluby. W takiej sytuacji mistrzostwa stają się dodatkowym oknem wystawowym, przy okazji możemy też niejako sprawdzić siłę poszczególnych ligi – wiadomo, że faworytów należy szukać wśród reprezentacji, których kluby zwykle biją się o zwycięstwo w afrykańskiej Lidze Mistrzów. Tytułu broni (co ciekawe, nikt jeszcze dwa razy z rzędu w mistrzostwach nie triumfował) dość niespodziewanie reprezentacja Libii – jednak ta sztuka i jej się nie uda, gdyż…nie zakwalifikowała się ona na imprezę. Największe szanse na końcowy triumf przyznaje się więc Nigerii, Tunezji i Maroka (ewentualnie Demokratycznej Republice Konga).












