Śląsk Wrocław pokonał 2:1 PGE GKS Bełchatów. Co prawda goście prowadzili do przerwy 1:0, ale w drugiej połowie lepszy był zespół mistrza Polski, który zdołał przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę.
Obie drużyny wyszły na mecz bardzo zmotywowane. PGE GKS Bełchatów przed spotkaniem był pod ścianą, bo jako jedyny przegrał wszystkie swoje starcia ligowe. Śląsk Wrocław z kolei debiutował dziś przed własną publicznością ze swoim nowym trenerem Stanislavem Levym. Pierwszy raz kibiców na Stadionie Miejskim we Wrocławiu porwał Johan Voskamp, który strzałem głową wykorzystał dośrodkowanie Sebastiana Mili. Strzał Holendra trafił jednak wprost w ręce Adama Stachowiaka. Po chwili z drugiej strony boiska w sytuacji sam na sam z Marianem Kelemenem znalazł się Łukasz Wroński. Młody zawodnik „Brunatnych” nie wytrzymał jednak presji i górą w tym starciu był słowacki bramkarz.

W ostatnim kwadransie gospodarze stworzyli kilka bardzo groźnych sytuacji i wydawało się, że kwestią czasu jest, kiedy mistrz Polski obejmie prowadzenie. Najpierw w 34. minucie bardzo mocno uderzył Waldemar Sobota i Adam Stachowiak wyłapał piłkę na raty. Minutę później Przemysław Kaźmierczak znakomicie znalazł w polu karnym gości Roka Elsnera. Słowak z pierwszej piłki uderzył kilka centymetrów od słupka bramki Stachowiaka. Po chwili po błędzie jednego z piłkarzy gości piłkę przejął Sylwester Patejuk, który świetnie zagrał do Mili, a strzał kapitana Śląska Wrocław nie sprawił żadnych problemów bramkarzowi gości.
W końcu minutę przed końcem pierwszej połowy piłka wylądowała w bramce. Nie była to jednak bramka zdominowanych gości, lecz dominujących gospodarzy. Po nieudanym strzale Sebastiana Mili goście przeprowadzili kontratak. Miroslav Bozok świetnie minął Kaźmierczaka i podał do Sawali, a ten musnął piłkę, która trafiła do Tomasza Wróbla. Pomocnik zespołu gości w sytuacji na sam pewnie pokonał Mariana Kelemena i nieoczekiwanie dał prowadzenie swojej drużynie.
Po przerwie obydwa zespoły wyszły jeszcze bardziej zmotywowane. To musiało poskutkować drugim w tym meczu golem. Zdobyli go mistrzowie Polski, którzy od 47. minuty remisowali już z PGE GKS-em Bełchatów. Wtedy to Sebastian Mila wykonywał rzut wolny. Okazało się, że pomocnik Śląska zrobił to znakomicie, zagrywając wprost na głowę Tomasza Jodłowca, który strzelił gola wyrównującego.
Po chwili Sebastian Mila znów dograł do Jodłowca, a ten strącił piłkę do Kaźmierczaka, jednak tym razem futbolówka minimalnie nie trafiła w bramkę. Dziesięć minut później świetną okazję do strzelenia gola mieli goście, kiedy Kamil Kosowski bardzo dobrze zagrał w pole karne do jednego ze swoich kolegów, jednak w ostatniej chwili piłkę trącił głową Tomasz Jodłowiec, dzięki czemu niebezpieczeństwo zostało zażegnane.












