Dzisiaj najwięcej powodów do radości ma Sol Campbell, którego okres bezrobocia zdaje się zmierzać ku końcowi. Niestety będą i niezadowoleni – tacy piłkarze Wisły Kraków są wręcz załamani bo, ponoć nikt ich nie chce. Za to w Pucharze Narodów Afryki rywalizację rozpoczęły zespoły z grupy C i znów nie zabrakło emocji.
Jak wspaniałą ligą jest Premiership pokazuje nam historia Sola Campbella, niegdyś wybitnego obrońcy, który w ostatnim półroczu lekko się zagubił. Najpierw uciekł z tonącego okrętu pod nazwą Portsmouth, by przenieść się do… czwartej ligi i tamtejszego Notts County. Miejsce dla niego w League Two zagrzał ten, który wcześniej powoływał go do kadry Anglii, Sven Goran-Eriksson również skuszony intratną posadą w raczkującym projekcie inwestorów z bliskiego wschodu. Jednak póki co śmiać się z Campbella nie wolno, raczej warto docenić fakt, że mimo dziwnej ścieżki kariery, którą Anglik obrał, w wieku 35 lat zatrudnić go chciał sam sir Alex Ferguson i Harry Redknapp. Udało się tylko Arsene Wengerowi.
Sensacyjny powrót do Arsenalu o krok
Wspominałem o biednych piłkarzach Wisły Kraków, a tak naprawdę to nad losem Macieja Skorży powinienem ubolewać. Świetny fachowiec, zawsze rozsądnie się wypowiadający i – co najważniejsze – potrafiący przyznać się do błędu, ma w klubie mistrza Polski, jak po grudzie. Nie dość, że właściciel pieniędzy na transfery przeznaczać nie zamierza, to nawet gdy trener jest na tyle zdesperowany, by kogokolwiek z klubu sprzedać okazuje się, że nie ma na nich chętnych. Nie będzie więc funduszy, a co za tym idzie, „Biała Gwiazda” pozbawiona zostanie również wzmocnień. Mimo tego, że Wisła pewnie zdobędzie po raz kolejny tytuł mistrza Polski, to przykro jest mi patrzeć, jak Maciej Skorża, jeden z najlepszych szkoleniowców w kraju, wciąż desperacko ratuje ten klub przed stopniową degradacją jakości. Kiedyś nawet i jego umiejętności nie wystarczą, by oprzeć się innym wielkim naszej Ekstraklasy, a dla właściciela winnym pozostanie trener. Takiej perspektywy Skorży nie zazdroszczę.
Nikt nie chce Wiślaków. Nie będzie transferów?
Z pewnością bardzo pracowity styczeń ma Edin Dżeko. Fenomenalny napastnik Wolfsburga nie dość, że musi wyrabiać kondycję na resztę sezonu Bundesligi, to jeszcze odgania się od telefonów agentów, skautów i dziennikarzy. Gdyby Bośniak dostawał jedno euro za każdy klub, z którym jest łączony od początku nowego roku, to pewnie… mógłby wykupić z klubu własną kartę! Ponoć najbardziej zdesperowany jest Milan, który w zamian za Dżeko gotów jest oddać Kaładzę i Jankulowskiego, a nawet jeszcze dopłacić określoną sumę pieniędzy. Ja w tym ruchu transferowym wietrzę pewien podstęp klubu z Włoch – najwyraźniej niskim kosztem trener Milanu, Leonardo, chce znacznie obniżyć średnią wieku swojego zespołu! Co nie zmienia faktu, że dni Dżeko są w Wolfsburgu policzone, a Bośniakowi z pewnością nie zabraknie ofert do rozważania przez długie zimowe wieczory.










