Widzew Łódź – niewątpliwie jeden z najbardziej zasłużonych klubów w Polsce. Starsi kibice na pewno do dziś pamiętają boje z Liverpoolem czy smak porażki z Eintrachtem Frankfurt. Widzew podobnie jak jego starszy brat musiał zapłacić za swoje grzechy z przeszłości i został zesłany na tułaczkę po niższych ligach. Czy po wymęczonym awansie do I ligi klub zaczął w końcu zmierzać w dobrą stronę?
Widzewiacy sezon zaczęli od bolesnych policzków ze strony drużyn pierwszoligowych. Porażka 1:4 z Radomiakiem i 0:3 z Chrobrym Głogów sprawiły, że ich nastrój przed derbami jest dosyć ponury. Czy drużyna z Piłsudskiego będzie już do końca czerwoną latarnią ligi? Jeżeli tak, to dlaczego?
Najlepszy trener drugoligowy
Zmiana selekcjonera przed sezonem to już w Widzewie tradycja. Zwolniony został Kaczmarek mający łatkę „trenera od awansów”, a w jego miejsce przyszedł były szkoleniowiec Górnika Polkowice, Enkeleid Dobi. Decyzję motywowano tym, że Kaczmarek jest raczej człowiekiem spokojnym i ugodowym, a w szatni Widzewa pełnej nieco wyblakłych gwiazd potrzeba silnego charakteru, który pokaże piłkarzom ich miejsce w szeregu. Po pierwszych dwóch meczach trudno ocenić jego warsztat. Widać, że Widzew chce grać ofensywną, agresywną piłkę, ale jest w swoich działaniach mocno naiwny, przez co mało jakościowa obrona nie radzi sobie z kontrami i traci głupie bramki.
Dobi – człowiek charakterny – zdobył szatnię, co widać na publikowanych po meczach filmach. Teraz jego zadaniem jest poukładać wszystkie brakujące elementy tak, żeby Widzew w końcu zaczął grać na miarę swojego potencjału kadrowego. Wiele osób uważa, że w RTS-ie problemem nigdy nie byli trener czy też piłkarze, tylko zarząd, który podejmował niezrozumiałe decyzje, przez co tracił zarówno klub, jak i zawodnicy.
„Pieniądze mogą dać szczęście tylko tam, gdzie nie może ono przyjść z innego źródła”
Budżet Widzewa jest ogromny. Wpływ na to mają: karnetowicze, którzy skrzętnie wspierają swój klub, zarząd, który ochoczo dosypuje kolejne monety, i sponsorzy, którzy nawinie wierzą w projekt pod tytułem „Wielki Widzew”. Awanturnicza polityka transferowa „Czerwonych” polegająca na sprowadzaniu znanych nazwisk na razie nie sprawdza się tak, jak należy. Widzew aktualnie reprezentują chociażby: Możdżeń, Poczobut, Robak czy Rudol. Zawodnicy znani i szanowani za występy w ekstraklasie z trudem wymęczyli awans do I ligi.
Największą bolączką Widzewa jest brak dyrektora sportowego. Transfery przeprowadza komitet transferowy reprezentowany przez różnych ludzi, w których interesie leżą takie, a nie inne decyzje personalne. W tym roku widać jednak, że RTS postawił na odmłodzenie kadry. Oprócz młodego pomocnika Muchy czy drugoligowego supersnajpera Czubaka dokonano dość ekscentrycznego, choć na pewno doskonałego medialnie, transferu. Widzew pozyskał Merveille Fundambu.
Obywatel Kongo wcześniej był zawodnikiem KTS Weszło – A-klasowej drużyny związanej bezpośrednio z poczytnym portalem Krzysztofa Stanowskiego. Czy młody Afrykanin udowodni, że drzemie w nim potencjał, który tak skrzętnie opisują dziennikarze Weszło? Na razie w dwóch meczach błysnął kilka razy techniką lub podaniem, ale w ostatecznym rozrachunku Merveille jest niewidoczny. Nie można być tak krytycznym w stosunku do młodego piłkarza, ponieważ cały czas się rozwija. Należy zadać pytanie, czy szatnia pełna starych wyjadaczy ligowych ułatwi, czy opóźni rozwój sympatycznego Kongijczyka.











