Ach, co to był za mecz! – można by wykrzyczeć. Milan po pierwszej połowie leżał na deskach. W drugiej części całą drużynę na barki wziął Kevin Prince Boateng. Ghańczyk popisał się klasycznym hat-trickiem. Natomiast trzy punkty mistrzom Włoch zapewnił Mario Yepes.
Milan w zeszłym tygodniu w świetnym stylu pokonał Palermo. Do meczu z Lecce mistrzowie Włoch podeszli z dużą pewnością siebie. Gospodarze nie mieli zamiaru oddać trzech punktów faworytowi. Już w 4. minucie podopieczni trenera Di Francesco sprawili, iż na stadionie zapanowała euforia. Z rzutu wolnego dośrodkowywał Grossmueller, a w polu karnym najprzytomniej zachował się Giacomazzi. Pomocnik dobrym strzałem głową pokonał Abbiatiego. Po chwili znów Lecce miało świetną okazję. W polu karnym piłka znalazła Cuadrado, lecz ten silnym uderzeniem nie znalazł sposobu na golkipera gości.

Mistrzowie Włoch pierwszą dobrą okazję stworzyli sobie w 15. minucie. Wówczas przebojem w pole karne wbiegł Robinho i dograł piłkę do Ibrahimovicia. Szwed jednak nie trafił w futbolówkę. Milan próbował stworzyć sobie przewagę, ale Lecce niesione było fanatycznym dopingiem. W 27. minucie z dystansu uderzał Cuadrado, a piłka minimalnie minęła słupek bramki gości. Kilkadziesiąt sekund później Lecce wykonywało rzut rożny. W zamieszaniu w polu karnym Abbiati zahaczył o nogę Corvię. Sędzia nie miał innego wyjścia i wskazał na 11. metr. Rzut karny na bramkę pewnie zamienił Massimo Oddo.
Od tego momentu Milan zdecydowanie przyspieszył. Odważniejsza gra zaprocentowała wspaniałym strzałem Nocerino. Jednak genialną paradą popisał się Benassi i zbił piłkę zmierzającą pod poprzeczkę bramki. „Rossoneri” w tej części gry doznali jeszcze głębszego szoku. W 37. minucie Lecce przeprowadziło ładną, koronkową akcję, którą skutecznie zakończył Grossmueller. Do przerwy wynik brzmiał 3:0. Chyba próżno byłoby szukać kibica, który przed meczem pokusiłby się o taką prognozę.
W przerwie meczu Massimiliano Allegri dokonał bardzo istotnej zmiany. W miejsce praktycznie bezproduktywnego Robinho wprowadził Kevina Prince’a Boatenga. Efekt był niesamowity. Już przy pierwszym kontakcie z piłką pomocnik zdecydował się na strzał z dystansu. Tym razem jeszcze górą był Benassi. W 49. minucie świetnie w pole karne wbiegł Aquilani. Zawodnik dośrodkował futbolówkę, a do niej najszybciej dopadł Boateng, który silnym uderzeniem nie dał szans golkiperowi gospodarzy.
Ten gol spowodował, że piłkarzom Lecce nieco zmiękły kolana. Już w 55. minucie zrobiło się naprawdę gorąco. Nocerino odegrał piłkę do Boatenga, a ten długo się nie zastanawiając, oddał przepiękny strzał zza pola karnego. Futbolówka o mało nie rozerwała siatki. Na tym nie zakończył się popis Ghańczyka. W 63. minucie Abate starał dośrodkować w głąb pola karnego. Jednak piłka odbiła się od nóg obrońcy i trafiła do Boatenga. Pomocnik po raz trzeci pokonał Benassiego.










