W sobotni wieczór po przerwie na mecze reprezentacji wznowiła swoje rozgrywki włoska Serie A. W inaugurującym spotkaniu 7. kolejki zmierzyły się Milan z Chievo Verona. Bohaterem spotkania został Alexandre Pato, zdobywca dwóch goli dających upragnioną wygraną drużynie z Lombardii.
Spotkanie na stadionie San Siro w Mediolanie toczyło się zgodnie z wytyczonym trendem. Od początku inicjatywę przejęli podopieczni Massimiliano Allegriego. Dowodem na tak śmiało postawioną tezę był strzał Alexandra Pato z zaledwie pierwszej minuty meczu. Niestety dla miejscowych kibiców było to uderzenie niecelne. Fakt, że zawodnicy Milanu rozpoczęli z przytupem nie powinien dziwić, gdyż na ostatnie dziewięć meczów z ekipą z Verony, zespół z Mediolanu odniósł sześć zwycięstw, trzykrotnie remisując, nie ponosząc żadnej porażki.

Im dłużej trwało spotkanie, tym bardziej widoczna była przewaga „Rossonerich”, szczególnie w posiadaniu piłki i konstruowaniu akcji zaczepnych. Jednocześnie dobre statystyki nie były udokumentowane zdobyczą bramkową. Jak się później okazało, tylko do czasu.
Dokładnie w 18. minucie Milan objął prowadzenie w meczu. Akcje rozpoczął Zlatan Ibrahimović, zgrywając piłkę do Brazylijczyka Pato, a ten dopełnił tylko formalności, zdobywając swojego kolejnego gola dla drużyny w czerwono-czarnych strojach w obecnym sezonie. Drużyna gości przytłoczona stratą bramki, chcąc się podnieść i wrócić do gry, zdecydowała się bardziej odkryć, tworząc większe zagrożenie w destrukcji gospodarzy. Najpierw swoich sił spróbował Pablo Granoche, strzelając głową na bramkę Abbiatiego, lecz ten nie dał się zaskoczyć. Następnie w 29. minucie na ładne, soczyste uderzenie zdecydował się pozostający bez opieki Simone Bentivoglio, lecz i jemu pozostało zatopić twarz w swoich dłoniach i rozpaczać z powodu dobrej interwencji bramkarza Milanu.
Tak śmiałe ataki gości doprowadziły do tego, że Gattuso i spółka postanowili odwdzięczyć się swoim adwersarzom. Na ripostę zdecydował się nie kto inny, jak wyśmienicie spisujący się w meczu Alexandre Pato. Właśnie on stał się głównym, persona non grata dla kibiców gości. Zasłużył na to miano, zdobywając – po pięknej kontrze – swojego drugiego gola w meczu. Do końca pierwszej części gry nic się nie zmieniło i pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 2:0.
Druga część spotkania zaczęła się dosyć sennie. Gra była prowadzona w jednostajnym tempie. Milan kontrolując grę był jakby myślami już przy wtorkowym hicie z Realem Madryt. Co odcisnęło swoje piętno na wyniku. Podopieczni Stefano Pioliego, mając więcej wolnej przestrzeni niż zwykle, wzięli się za odrabianie strat. Co nie wychodziło za dobrze w pierwszej części gry, w drugiej zostało już poprawione. Przynajmniej w zakresie skuteczności. Po wyśmienitej kontrze zespołu z podnóża Alp pogubił się we własnym polu karnym szwedzki napastnik Zlatan Ibrahimović, kierując piłkę do swojej bramki. W tym momencie tablica wyników, na stadionie San Siro przedstawiała już wynik 2:1.










