Milan pewnie pokonał na swoim stadionie Chievo 5:1. Mimo że goście wyrównali tuż po golu Emanuelsona, później bramki zdobywali już tylko gospodarze. Oprócz Holendra dla mediolańczyków strzelali jeszcze Montolivo, Bojan, El Shaarawy i Pazzini.
Serie A nie zwalnia tempa. Liga ta jako jedyna rozegrała swoją kolejkę w środku tygodnia, dlatego teraz mieliśmy już 11. rundę rozgrywek. W pierwszym spotkaniu tej serii Milan na wielkim San Siro podejmował Chievo. Oba zespoły dzielił w tabeli zaledwie jeden punkt, ale z pewnością nie był to powód do dumy dla graczy gospodarzy, ponieważ zajmowane przez nich dalekie 12. miejsce jest jednym z najgorszych startów w historii. Stąd też od początku oglądaliśmy zdecydowane ataki mediolańczyków. Swoich sił próbowali strzałami z dystansu Emanuelson i Pazzini, lecz oba uderzenia były bardzo niecelne.

Później niespodziewanie inicjatywę przejęło Chievo, które bardzo swobodnie rozgrywało piłkę na połowie Milanu. Wzbudzało to gwizdy wśród kibiców, bardzo rozgoryczonych beznadziejnym początkiem sezonu. Gospodarze wyglądali tak, jakby nie mieli zupełnie pomysłu, jak przebić się przez dobrze zorganizowaną obronę zespołu z Werony. Szczęście jednak uśmiechnęło się do graczy Allegriego w 16. minucie. Po fatalnej interwencji jednego z defensorów gości przy dośrodkowaniu Constanta piłka spadła pod nogi Emanuelsona. Holender nie wahał się ani przez chwilę, bo stał na 16. metrze. Przymierzył mocno z woleja, a piłka jeszcze po lekkim rykoszecie wylądowała w bramce Sorrentino.
Milan z prowadzenia cieszył się zaledwie minutę. Po pierwszym stałym fragmencie gry dla Chievo bramkę zdobył Pelissier. Przy rzucie rożnym nie upilnował go El Shaarawy, a napastnik z Werony bez problemu umieścił piłkę głową przy krótkim słupku. Abbiati był bez szans na skuteczną obronę, ponieważ strzał został oddany praktycznie z najbliższej odległości. Ta sytuacja zdenerwowała gospodarzy, którzy jeszcze zacieklej ruszyli do przodu, lecz ponownie ich ataki nie przynosiły wymiernego skutku. Dość powiedzieć, że Milan nie oddawał nawet celnych strzałów na bramkę Sorrentino, a przecież bez tego gola zdobyć nie można.
Dużo groźniejsze były za to ataki Chievo, które robiło to rzadziej, ale zdecydowanie skuteczniej. W 35. minucie bardzo bliski zdobycia bramki strzałem z dystansu był Thereau. Jego uderzenie końcówkami palców na rzut rożny sparował Abbiati. Zespół z Werony wykonał korner, ale paradoksalnie to Milanowi ten stały fragment gry przyniósł korzyści. Po dość wolno przeprowadzonej kontrze w wykonaniu mediolańczyków gola strzałem zza pola karnego zdobył Montolivo. Piłkarze Chievo popełnili fatalny błąd, zostawiając reprezentanta Włoch na swojej ulubionej pozycji bez krycia. Pomocnik wykorzystał to skwapliwie i strzałem w długi róg pokonał golkipera.










