Po niesamowitym starciu Milan zremisował 2:2 na Sycylii z miejscowym Palermo. Goście przegrywali już 0:2, ale zdołali odwrócić losy spotkania i dzięki golom Montolivo i El Shaarawy’ego doprowadzili do wyrównania.
Zaledwie trzy dni po rozegraniu swoich poprzednich spotkań drużyny Milanu i Palermo stanęły naprzeciwko siebie w meczu 10. kolejki. Starcia na gorącej, także pod względem atmosfery na trybunach, Sycylii nigdy nie należały do łatwych. W dodatku wielki zespół z Mediolanu w tym sezonie nie błyszczy formą. Jednak to goście za sprawą Pato lepiej rozpoczęli pojedynek. Brazylijczyk raz po raz wykorzystywał swój największy atut, czyli szybkość, i w zawrotnym tempie mijał defensorów gospodarzy. Nieskuteczność jego kolegów z drużyny sprawiła jednak, że Milan nie objął prowadzenia w pierwszych minutach.

Goście ani na chwilę nie zwalniali tempa, stwarzali sobie sytuacje także po stałych fragmentach. Na rzuty rożne i wolne w pole karne wędrowali rośli obrońcy, starając się tym samym wykorzystać swój największy atut, czyli grę w powietrzu. To, że nie są zbyt zwrotni, widać było bowiem przy każdej szybkiej i kombinacyjnej akcji Palermo. Ale jeśli posiada się w składzie Fabrizio Miccoliego, nie potrzeba dogrywać w pole karne górnych piłek. Wystarczy jego niezwykłe przyśpieszenie i niebanalna technika. Mieliśmy okazję zobaczyć, do czego jest zdolny, już w 16. minucie, kiedy to na jednym kroku zgubił pilnującego go Yepesa i tylko zły strzał uchronił przyjezdnych od straty gola.
Milan nie zamierzał czekać, aż gospodarze zdobędą bramkę, więc sam postanowił znowu przycisnąć. Piłkarze, tacy jak: El Shaarawy, Pato czy Flamini, to także wielcy technicy, co udowodnili, ponownie konstruując wspaniałe akcje i stwarzając sobie kolejne okazje do strzelenia gola. Palermo było w opałach, i to niemałych. Defensorzy w ostatniej chwili ratowali się wybijaniem piłki na rzut rożny. Wyglądali tak, jakby starali się utrzymać napór gości i chcieli wyjść z jedną zabójczą kontrą. W 26. minucie mogli ukąsić wielkich rywali z Mediolanu Po fatalnym błędzie Constanta sam na sam z Amelią znalazł się Miccoli, lecz uderzył niedokładnie, a na dodatek za mocno. Na tablicy wyników wciąż był więc bezbramkowy remis, a Milan zaczynał się niecierpliwić tym, że nie potrafi sforsować szyków obronnych gospodarzy.
Zamiast kombinacji na przestrzeni kilku metrów Flamini czy Nocerino próbowali swoich sił, strzelając zza pola karnego. Uderzenia te były jednak za słabe i źle ulokowane, nie można było więc myśleć o jakimkolwiek zagrożeniu. Tymczasem kolejne błędy w obronie gości mogły sprawić, że te długotrwałe ataki przyniosą odmienny skutek w postaci gola dla Palermo. Po faulu Nocerino gospodarze mieli rzut wolny z odległości 30 metrów. Do piłki podszedł nie kto inny jak Miccoli. Włoch uderzył fantastycznie nad murem w długi róg bramki Amelii i pomylił się naprawdę nieznacznie. Jęk zawodu miejscowych kibiców tylko potwierdził, jak blisko było sensacyjnego prowadzenia.













