Milan na pożegnanie z 2010 rokiem przegrał z drużyną dowodzoną przez Claudio Ranieriego 0:1. Bramkę na wagę trzech punktów dla Romy zdobył Marco Borriello. Rzymianie tym samym awansowali na piątą pozycję w ligowej tabeli, liderem nadal pozostał ekipa „Czerwono-czarnych”.
Na wstępie warto odnotować, iż mecz na szczycie 17. kolejki Serie A, zanim się jeszcze rozpoczął, to już zdążył zaskoczyć. Dosyć niespodziewanie w pierwszej jedenastce pojawił się Adriano… Piłkarz, który nie tak dawno został „nagrodzony” tzw. „Złotym Koszem”, czyli wyróżnieniem dla najgorszego piłkarza Serie A.

W pierwszej części spotkania kibice zgromadzeni na stadionie San Siro w Mediolanie mieli powody do niezadowolenia. Co prawda mecz toczył się w szybkim tempie, lecz piłkarze obu zespołów razili nieskutecznością lub po prostu zabrakło im ostatniego podania. Inicjatorem pierwszej dogodnej okazji do zmiany rezultatu był tak na dobrą sprawę dopiero Clarence Seedorf, zawodnik wprowadzony chwilę wcześniej na murawę w miejsce kontuzjowanego Andrea Pirlo. Holender postanowił oddać strzał z dystansu, lecz bez problemu poradził sobie z nim Alexander Doni.
Smutne miny tifosi „Rossonerich” mieli także po akcji Brazylijczyka Robinho. Były zawodnik Manchesteru City oraz Santosu po indywidualnej akcji zdecydował się na strzał, lecz ostatecznie futbolówka wylądowała z dala od bramki Romy. O ile okazji z pierwszych dwóch kwadransów gry nie można było nazwać stuprocentowymi, to już sytuacja, jaką miał Zlatan Ibrahimović, była jak najbardziej klarowna. Po niej zespół z Mediolanu mógł, a nawet powinien prowadzić. Reprezentant Szwecji pociągnął piłkę w kierunku bramki strzeżonej przez Doniego i z niezrozumiałych powodów, będąc oko w oko z bramką swoich adwersarzy, były zawodnik „Blaugrany” najnormalniej się pogubił, czym doprowadził do wściekłości miejscowych fanów. Ostatecznie pierwsze 45 minut zakończyło się bezbramkowym remisem. I nadzieje na zmianę wyniku musiały zostać przesunięte na druga odsłonę.
Po przerwie, niestety dla obserwatorów i kibiców, przebieg meczu się nie zmienił. Milan starał się rozbić defensywę Romy, lecz wyglądało to jak bicie głową w mur. Lider ligi włoskiej męczył się, grając z niżej notowaną w obecnym sezonie ekipą „Giallorossich” niczym w walce bokserskiej Aleksander Povietkin z Nicolaiem Firthą na gali odbywającej się w Berlinie. W 68. minucie meczu doszło jednak do nie lada niespodzianki. Dał o sobie znać piłkarz, którego nazwisko przed meczem znajdowało się praktycznie w każdej zapowiedzi meczowej. Marco Borriello, bo o nim mowa, zdobywając siódmego gola w obecnym sezonie, udowodnił jednocześnie włodarzom Milanu, iż za szybko zrezygnowali z jego usług, godząc się na wypożyczenie do Romy. Teraz zawodnik mógł mieć satysfakcje zarówno z gola dającego prowadzenie Rzymianom, jak i z tego, że poniekąd zemścił się za to, jak go potraktowano podczas letniego mercato.











