Genoa przegrała z Milanem 0:2 w jedynym piątkowym meczu Serie A. Gole zdobyli Ibrahimović i Nocerino. W trakcie spotkania doszło do skandalu.
Od początku spotkania na boisku rządził Milan. Już w 2. minucie po zagraniu z głębi pola Nocerino był praktycznie sam przed Freyem, ale blisko niego w tej sytuacji znajdował się Rossi i w ostatniej chwili ryzykownym wślizgiem wybił mu piłkę spod nóg. W 12. minucie mieliśmy powtórkę tej sytuacji. Z tym, że tym razem obok Nocerino nie było żadnego obrońcy, a ten, mając doskonałą okazję, trafił wprost w Freya. Chwilę później po krótko rozegranym rzucie rożnym Robinho uderzył z narożnika pola karnego, ale golkiper Genoi sparował to na bok.

Kwadrans po rozpoczęciu gry doszło do skandalu. Arbiter musiał przerwać mecz na kilka minut, bo ktoś na trybunach rozpylił gaz łzawiący. Wymuszona przerwa wybiła nieco z rytmu podopiecznych Allegriego, którym chwilę czasu zajęło wrócenie na właściwe tory. W 22. minucie Boateng zatańczył z piłką przed polem karnym, uderzył i trafił w boczną siatkę. Kilka minut później Abate zagrał futbolówkę wzdłuż pola karnego, ta wpadła pod nogi Nocerino, który uderzył bez namysłu, lecz obok prawego słupka.
W ostatnim kwadransie do głosu zaczęli dochodzić gospodarze. W 34. minucie Amelia z trudem przeniósł piłkę nad poprzeczkę po strzale Veloso z rzutu wolnego. Sto dwadzieścia sekund później Thiago Silva fatalnie zagrał we własnym polu karnym pod nogi Mesto, jednak ten nie skorzystał z prezentu, uderzając obok bramki. Ostatnim pozytywnym akcentem pierwszej połowy był strzał Veloso sprzed pola karnego obroniony przez Amelię.
Po przerwie inicjatywa ponownie należała do Milanu. W 55. minucie doszło do sytuacji, która przesądziła w dużym stopniu o losach meczu. Bezmyślnie we własnym polu karnym zachował się Kaładze, ścinając z nóg Ibrahimovicia. Obrońca nie dość, że sprokurował rzut karny, to jeszcze wyleciał z boiska, bo obejrzał swoją drugą żółtą kartkę. Do „jedenastki” podszedł sam poszkodowany, dając pewnym strzałem prowadzenie gościom.

W 60. minucie powinno być 2:0. Aquilani wyłuskał piłkę przy linii końcowej, zagrał ją do Robinho na trzeci metr przed bramkę, jednak ten przeniósł futbolówkę nad poprzeczką, podobnie jak to zrobił jakiś czas temu w spotkaniu z Barceloną. Na boisku istniał tylko Milan. Wydawało się, że tylko kwestią czasu jest drugi gol dla „Rossonerich”.











