„Rossoneri” pewnie pokonali na Stadio Artemio Franchi drużynę Sieny, dzięki czemu wciąż mogą realnie myśleć o scudetto. W spotkaniu padło aż pięć bramek, jednak zdecydowanie najciekawszym fragmentem meczu było ostatnie dziesięć minut, w których mieliśmy okazję zobaczyć trzy trafienia.

Wicelider włoskiej Serie A zawitał dziś do Sieny. Tamtejsza drużyna zajmowała przed meczem przyzwoite miejsce w środku tabeli, jednak matematycznie utrzymania wciąż nie miała zapewnianego. Co więcej „Robur” od ostatniego bezpiecznego miejsca dzieliło tylko siedem punktów, a że do zdobycia pozostało jeszcze w tym sezonie dwanaście punktów, wszystko mogło się jeszcze zdarzyć. Siena na pewno więc łatwo meczu poddać nie chciała, jednak tym bardziej przegranej pod uwagę nie brał Milan, który wobec dość łatwego spotkaniu „Juve” musiał zdobyć trzy punkty, by pozostać w walce o scudetto.
W pierwszych minutach obie ekipy nie forsowały zbytnio tempa. Musiało minąć aż siedem minut, byśmy zobaczyli akcję pod bramką Brkicia, choć nawet nie padł przy tym strzał. W pole karne dośrodkowywał Abate, tam czekał już „Ibra”, ale dobrze przeczytał to zagranie bramkarz gospodarzy. Następna godna odnotowania sytuacja miała miejsce w 15. minucie. Do Ibrahimovicia sprytnie zagrywał Cassano, jednak Szwed fatalnie przymierzył. Znów musiało minąć kilka minut, nim wydarzyło się coś ciekawego. Tym razem przed szansą stanął Boateng, groźnie uderzający głową, ale wcześniej sędzia zdążył odgwizdać minimalny spalony. Ale proszę, co znaczy Ibrahimović dla Milanu! W 26. minucie akcja Szweda dała prowadzenie gościom z Mediolanu! Szwed znalazł się w polu karnym, dośrodkował, fatalny błąd popełnił Brkić, który wypuścił piłkę przed siebie, a tam dobił ją do bramki Cassano.

Nie minęły pełne trzy minuty, a znów swym geniuszem zaszczycił nas „Ibracadabra”! Tym razem napastnik sam wykończył akcję i po zwiedzeniu obrońcy oddał potężny strzał, nie dając szans do interwencji bramkarzowi Sieny. W ten sposób w kilka minut bezradny, jak mogło się wydawać, Milan, rozłożył na łopatki gospodarzy. W 33. minucie na listę strzelców próbował wpisać się Boateng, ale jego precyzyjny strzał świetnie wybronił Brkić. W kolejnych fragmentach gry „Rossoneri” trochę się rozluźnili, co mogło się na nich zemścić dwie minuty przed końcem pierwszej połowy. Bardzo bliscy kontaktowej bramki byli zawodnicy Sieny, ale katastrofalnie do strzału sprzed czterech metrów złożył się Destro, dlatego ostatecznie nic Milanowi nie groziło.












