W meczu na szczycie 36. kolejki Serie A Roma zremisowała 0:0 z Milanem. Wynik taki pozwolił drużynie ze stolicy Lombardii po siedmiu latach przerwy zdobyć 18. tytuł mistrza Włoch. Co prawda emocji nie było dużo podczas gry, ale było ich dużo po zakończeniu meczu, gdyż wszyscy ludzie związani z Milanem zaczęli się radować.
7 maja na Półwyspie Apenińskim stanął pod znakiem konfrontacji Romy z Milanem. Rzymianie obecnie walczą o to, aby zakwalifikować się do rozgrywek Ligi Mistrzów. Natomiast dowodzeni przez Massimiliano Allegriego piłkarze byli zdeterminowani to tego, żeby zapewnić sobie upragnione 18. scudetto w historii. Dodatkowego smaczku rywalizacji dodawał fakt, iż po absencji za kartki do składu mediolańczyków powrócił Szwed Zlatan Ibrahimović. Warte odnotowania jest także to, że w ostatnich ośmiu meczach pomiędzy oboma zespołami czterokrotnie zwycięsko z murawy schodzili gracze ze stolicy Włoch, trzykrotnie zespoły dzieliły się punktami i tylko raz smak zwycięstwa poczuli „Czerwono-czarni”. Nic zatem dziwnego, iż wielu postronnych obserwatorów spodziewało się emocjonującego widowiska.

Początek spotkania daleki był jednak od oczekiwań kibiców zgromadzonych na obiekcie w Rzymie. Tempo gry było niemrawe, bez żadnych rewelacji. I tak na dobrą sprawę w pierwszym kwadransie można było doliczyć się tylko dwóch strzałów, po jednym dla każdej ze stron. W szeregach gospodarzy na takie rozwiązanie zdecydował się Rodrigo Taddei, z kolei chwilę wcześniej w podobnych okolicznościach swoich sił spróbował Boateng. Oba uderzenia nie dały okazji do wykazania się golkiperom. Ożywienie trybun nastąpiło dopiero w 14. minucie. Wtedy to na indywidualną akcję zdecydował się obrońca, Marco Cassetti. Niespełna 34-letni zawodnik niczym młodzieniaszek szarżował między graczami gości, aczkolwiek w ostateczności został powstrzymany przez Abbiatiego i cała akcja spaliła na panewce.
Kolejne minuty były pokazem konsekwentnej gry „Rossonerrich”. Gracze ze stolicy Lombardii świadomi tego, iż remis zagwarantuje im tytuł mistrzowski, nie byli chętni do tego, aby przeprowadzać jakieś kombinacyjne akcje w ofensywie. O ile postawa gości była zrozumiała, to dziwić mogła gra „Gialorossich”. Mimo że to piłkarze Romy potrzebowali bardziej zwycięstwa, to na murawie nie sprawiali takiego wrażenia. Dość nieoczekiwanie to mediolańczycy prowadzili grę i zazwyczaj wybijali z uderzenia Romę.
Przez dłuższy czas na stadionie Olimpico brakowało tego, co może radować fanatyka piłki nożnej, czyli ładnych i klarownych okazji podbramkowych. Gra była wolna, wręcz statyczna. Mała ruchliwość piłkarzy obu drużyn powodowała momentami lekką frustrację wśród sympatyków obu drużyn (na stadion w Rzymie pojechała delegacja blisko 10 tysięcy kibiców Milanu, wsparta także przez kilkuosobowy zaciąg polskiego fan clubu Milanu). W końcu w 37. minucie fantastycznym podaniem popisał się Simplico, który zagrał do Rosiego, lecz strzał Włocha obronił Abbiati. Ostatecznie słaba pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem, który z pewnością bardziej satysfakcjonował Zlatana i spółkę.












