W sobotni wieczór odbyły się dwa mecze 16. kolejki Serie A. Fiorentina zremisowała z Atalantą. Natomiast Milan na własnym stadionie pokonał beniaminka ligi włoskiej, czyli zespół Sieny.
Oba spotkania miały murowanego faworyta, który po prostu musiał zdobyć komplet punktów. Milan wywiązał się z zadania bez zarzutów. Z kolei Fiorentina z problemami, bo rzutem na taśmę, wywalczyła remis w starciu z podopiecznymi Stefano Colantuono.
AC Milan – AC Siena

Już w 4. minucie spotkania powinno być 1:0 dla Milanu. Po mierzonym dośrodkowaniu Zlatana Ibrahimovicia strzelał Nocerino, który w dziecinny sposób zaprzepaścił wyśmienitą szansę na otworzenie wyniku. Trzeba przyznać, że bramkarz Sieny miał w pierwszych minutach meczu dużo pracy, ale wywiązywał się z niej bardzo dobrze. Pokonać próbowali go Nocerino, Ibrahimović i Taiwo, ale za każdym razem wychodził on z tych starć obronną ręką. Pierwszą część meczu trzeba zapisać na korzyść Milanu, który przeważał i stwarzał sobie okazje bramkowe, ale już z wykończeniem było na bakier. Wszystko wskazywało na to, że bramki będzie można zobaczyć po przerwie.
Milan w drugiej połowie pokazał, że nieskuteczność w pierwszych 45 minutach była tylko wypadkiem przy pracy. Od początku drugiej odsłony gry atakował śmiało, co po dziesięciu minutach przerodziło się w bramkę. Strzelcem został Antonio Nocerino i trzeba przyznać, że to trafienie należało mu się jak nikomu innemu. Po utracie gola Siena chciała od razu ruszyć do odrabiania strat. Było to niemożliwe, ponieważ to mistrzowie Włoch grali piłką, a Siena tylko za nią biegała. Skutkiem tego była druga bramka dla „Rossonerich”. Strzelił ją Ibrahimović i właściwie było po meczu. Końcówka to mądre granie Milanu, który nadal atakował, jednocześnie nie pozwalając na przeprowadzenie jakiegokolwiek sensownego ataku przez gości. Siena w dzisiejszym meczu praktycznie nie istniała i Milan wygrał na San Siro w pełni zasłużenie, zostając liderem w tabeli. Przynajmniej do jutra.
ACF Fiorentina – Atalanta Bergamo
Fiorentina od początku spotkania chciała zaznaczyć, kto tak naprawdę jest faworytem. Jej piłkarze dobrze wiedzieli, że jeśli szybko nie strzelą bramki, wówczas Atalanta będzie się rozkręcać z minuty na minutę. Plan wykonali bardzo dobrze, czego dowodem była bramka Alberto Gilardino już w 9. minucie spotkania. Dzięki temu gospodarze uspokoili grę i sukcesywnie dążyli do zdobycia drugiego gola. W 29. minucie fenomenalną okazję do podwojenia swojego dorobku strzeleckiego zmarnował Gilardino, który uderzył nieznacznie obok bramki. Pod koniec pierwszej części gry do głosu doszli goście za sprawą niezawodnego w tym sezonie Germana Denisa. Jednak Argentyńczyk bramki nie strzelił, bo bardzo dobrze zachowywała się obrona „Violi”, która kilkakrotnie łapała Denisa na spalonym. Do przerwy więcej bramek nie oglądaliśmy, więc na dalsze emocje trzeba było poczekać do rozpoczęcia drugiej części gry.











