W meczu na szczycie ligi włoskiej na stadionie San Siro Milan pokonał Inter Mediolan 3:0. Bohaterem meczu został Brazylijczyk Alexandre Pato, który dwukrotnie pokonał bramkarza rywali. Swoje trzy grosze w spotkaniu przeciwko odwiecznemu rywalowi dołożył także Antonio Cassano, który prócz zdobytej bramki ujrzał czerwoną kartkę, mimo że przebywał na boisku zaledwie 10 minut.
Przed derbami Mediolanu zarówno kibice, jak i dziennikarze zadawali sobie pytania, czy spotkanie pomiędzy Milanem a Interem może zadecydować o scudetto. Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły, że może tak być. Z pewnością jednak w pojedynku lidera z wiceliderem Serie A nie mogło zagrać dwóch kluczowych zawodników obu drużyn. Piłkarzami zmuszonymi do oglądania 276. derbów Mediolanu z trybun byli Lucio i Zlatan Ibrahimović, który notabene przypieczętował zwycięstwo Milanu w meczu z jesieni ubiegłego roku. Wtedy to drużyna dowodzona przez Allegriego pokonała zespół „Nerrazzurich” dowodzony jeszcze przez Hiszpana Rafaela Beniteza 1:0.

W sobotni wieczór na stadionie San Siro pierwsi powody do radości mieli piłkarze „Czerwono-czarnych”. Gola w ekspresowym tempie, bo po zaledwie 45 sekundach od pierwszego gwizdka sędziego Nicoli Rizzoliego, zdobył Brazylijczyk Alexandre Pato. Napastnik reprezentacji Brazylii, znajdując się w dogodnej sytuacji, bez najmniejszego zawahania, precyzyjnym strzałem pokonał rodaka w bramce swoich rywali, Julio Cesara, i wyprowadził Milan na jednobramkowe prowadzenie. W dalszych minutach spotkania warunki nadal starali się dyktować gospodarze meczu, czyli Milan. Najbliższy podwyższenia prowadzenia był ponownie Pato. W 14. minucie strzelec pierwszego gola przymierzył się do strzału z rzutu wolnego, lecz futbolówka po jego uderzeniu została ostatecznie zablokowana przez jednego z defensorów „Nerrazzurich”. Podopieczni Leonardo, podrażnieni swobodą w grze Milanu, starali się odgryźć na swoich adwersarzach. Szczęścia próbował między innymi Wesley Sneijder. Pomocnik aktualnego mistrza Włoch, podobnie jak chwilę wcześniej Pato, oddał strzał ze stałego fragmentu gry. Zrobił to jednak z podobnym efektem jak poprzednik, a więc niecelnie.
Sytuacja boiskowa z minuty na minutę coraz bardziej się wyrównywała. Z biegiem czasu malała przewaga Milanu, a do dogodnych sytuacji dochodzili piłkarze Interu. Dowodem na powolne rozkręcanie się niebiesko-czarnej machiny była akcja z 19. minuty. Atakujący bramkę Milanu niczym tur Giampaolo Pazzini stanął chyba przed najdogodniejszą okazją do wyrównania wyniku meczu. Górą w pojedynku z byłym napastnikiem Sampdorii Genua okazał się jednak Christian Abbiati, który udanie interweniował po strzale Włocha. Po kolejnych blisko dziesięciu minutach gry, kiedy to na murawie widoczna była przede wszystkim zawziętość i determinacja u obu drużyn, ni stąd ni zowąd sygnał do kolejnego ataku dał Robinho. Napastnik skonstruował ładną akcję wespół z Pato, aczkolwiek tym razem nie doszło do oddania strzału. Co nie udało się Brazylijczykom, próbował nadrobić Holender Marc Van Bommel. Zawodnik swego czasu występujący w Bayernie Monachium zdecydował się oddać strzał z dystansu. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że po jego strzale piłka ostemplowała aluminium bramki Julio Cesara. Na obiekcie można było w tym momencie odczuć konsternację u kibiców sympatyzujących za drużyną, której prezesem jest, dobrze znany w środowisku włoskim i nie tylko, Silvio Berlusconi. Tuż przed zakończeniem pierwszej połowy meczu przed szansą na gola stanął jeszcze Samuel Eto’o. Kameruńczyk w niewiarygodny dla siebie sposób spudłował i sędzia po chwili zaprosił zawodników na przerwę do szatni.












