Słabe, dziewiąte miejsce zajęte przez Śląsk Wrocław w rozgrywkach Ekstraklasy nie przeszkodziło liderowi klubu, Sebastianowi Mili, w zaprezentowaniu swoich nieprzeciętnych umiejętności. Były gracz ŁKS-u uzbierał aż 11 asyst, zajmując pierwsze miejsce wraz z Maciejem Iwańskim z Legii oraz Sławomirem Peszką z Lecha.
Oczywiście podopieczny Ryszarda Tarasiewicza nie posiada się z radości z powodu ilości asyst, jaką skompletował. – Bardzo się cieszę z tego osiągnięcia. Zostanie najlepszym asystentem ligi było jednym z celów, jakie postawiłem sobie przed startem ligi. Trochę szkoda, że nie zajmuję tego pierwszego miejsca sam, ale z drugiej strony Maciek Iwański i Sławek Peszko to doskonałe towarzystwo. Mam nadzieję, że w następnym sezonie będziemy strzelać jeszcze więcej bramek i tym samym zostanę samodzielnym liderem tej klasyfikacji – wyraża nadzieję gracz WKS-u.
Mila uchodzi za bezapelacyjnego przywódcę drugiej linii Śląska, co obrazuje ranking podających. Rozgrywający wrocławskiego klubu podkreśla jednak, że jego wysoka dyspozycja to zasługa kolegów z zespołu. – Gdyby koledzy mi nie zaufali, to z pewnością wynik nie byłby tak dobry. Jestem im za to wdzięczny – wyjaśnia.
Oprócz asyst, Sebastian Mila zdobył także sporą, jak na rozgrywającego, ilość bramek, notując w minionym sezonie sześć trafień. – Do tej pory nie trafiałem zbyt często. Zmieniło się to po przyjściu do Śląska. W poprzednim sezonie strzeliłem pięć goli, w tym poprawiłem bilans o jedną bramkę. Mówiąc szczerze, trochę mnie ten wynik zaskoczył. Zrobię wszystko, by w następnych rozgrywkach spisać się jeszcze lepiej, oczywiście z korzyścią dla Śląska – zapewnia as w talii Ryszarda Tarasiewicza.










