Cele stojące przed Zagłębiem Lubin i Ruchem Chorzów są diametralnie różne. Nie oznacza to jednak, że którejś stronie może mniej zależeć na zwycięstwie w ostatnim meczu w tym roku!
Gra Zagłębia należy do największych rozczarowań obecnych rozgrywek. Dopiero 14. miejsce tabeli i 17 punktów (tyle samo co przedostatnie Podbeskidzie) każą traktować pierwszą część sezonu jako katastrofę. Orest Lenczyk ma nadzieję, że przerwę zimową uda mu się spożytkować na poukładanie ekipy, porozbijanej przez słabe wyniki i fatalną atmosferę wokół klubu. Poukładanie prawdopodobnie bez Denissa Rakelsa i Roberta Jeża…

Inne nastroje panują w Chorzowie. „Niebiescy”, opromienieni derbowym zwycięstwem nad Górnikiem Zabrze, w ostatnim meczu 2013 roku chcą zagwarantować sobie coś, co na początku sezonu (jeszcze pod wodzą Jacka Zielińskiego) wydawało się nieprawdopodobne, to jest miejsce w pierwszej ósemce. Ruch generalnie nie przegrywa, chyba że z drużynami z czołówki. Sądzić więc można, że w meczu w Lubinie to podopieczni Jana Kociana będą faworytami.
Tomasz Dębicki, prezes KGHM-u Zagłębie Lubin, mówi wprost: – Wszyscy mamy już trochę dość tej ligi. Każdy zespół odczuł bardziej lub mniej dotkliwie tak długi sezon. Wszystkie mecze są teraz ważne – i to dobrze. Szkoda tylko, że gramy w takich warunkach, że na trybunach zostało niewielu widzów. Jak patrzę na postawę poszczególnych drużyn, to zastanawiam się, czy naszą ligę zwyczajnie stać na taką częstotliwość. Dla nas mecz z Ruchem jest szczególny, tak samo jak każdy następny do końca sezonu.

– W tabeli jest bardzo ciasno. Remisami do pierwszej ósemki się nie dostaniemy. Dlatego Ruch musi grać o pełną pulę. Nic innego, tylko trzy punkty przeniosą nas w górę – mówi Grzegorz Kapica, skaut zespołu z Chorzowa, a niegdyś jego piłkarz. Zwraca on również uwagę na problemy „Miedziowych”. – Zagłębie ma ewidentny problem z dobieraniem zawodników. Zmieniają się przecież trenerzy, a zmartwienia zostają. Lubin to piłkarski… czarnoziem. Ładny stadion, świetna baza treningowa, stabilne zaplecze finansowe. Niczego na pozór nie brakuje – mówi, dając do zrozumienia, że do piłkarskiego El Dorado brakuje w Lubinie tylko wyników.












