,,El Tri” zagrają na mundialu po raz szósty z rzędu, jednak nie można powiedzieć, że przeszli przez eliminacje zgodnie z oczekiwaniami. Ich celem będzie przełamanie bariery 1/8 finału, gdyż w ostatnich latach nie potrafią dalej dotrzeć, co rani ambicje tej drużyny.
Meksykanie przeszli przez eliminacje strefy CONCACAF z niemałymi turbulencjami i aż czterema selekcjonerami. Eliminacje na ławce trenerskiej zaczął Jose Manuel de La Torre. To właśnie on objął reprezentację po mundialu w RPA, gdy prowadził ją Javier Aguirre. De La Torre wygrał w 2011 roku złoty puchar CONCACAF, jednak później zaczęły się nad nim zbierać ciemne chmury. Stało się tak wskutek tylko jednej wygranej w siedmiu pierwszych meczach eliminacji MŚ. De La Torre stracił w końcu posadę a jego miejsce zajął na jeden mecz trener zespołu U-23, Luis Fernando Tena. Następnym na meksykańskiej karuzeli trenerskiej był Victor Vucetich który sprawował swoją funkcję w dwóch spotkaniach, w których ugrał trzy oczka i sam odszedł. Gdy Vucetich odchodził, Meksyk był przed decydującymi spotkaniami barażowymi do mistrzostw świata. Zadanie wygrania z Nową Zelandią otrzymał Miguel Herrera. Herrera wygrał baraże i tym samym stanął przed największym wyzwaniem w swojej karierze – poprowadzeniem kadry swojego narodu w mistrzostwach świata.
W kadrze zespołu z Ameryki Północnej w oczy rzuca się duża liczba piłkarzy z rodzimej ligi. W porównaniu z występami w poprzednich mundialach ich liczba w kadrze finałowej zdecydowanie wzrosła. Na mundial za to nie pojedzie napastnik Realu Sociedad San Sebastian – Carlos Vela. Napastnik był odsunięty od reprezentacji po głośnej aferze z prostytutkami w 2010 roku i od tamtej pory, mimo upłynięcia kary, nie wystąpił w kadrze.
Patrząc na kadrę podopiecznych Miguela Herrery, trudno wskazać największą gwiazdę. Na pewno najbardziej doświadczony jest Rafael Marquez. Patrząc Marquezowi w metryczkę, można mieć jednak wątpliwości, czy wzniesie się na taki poziom jak za czasów gry w Barcelonie, a to ze względu na fakt, iż ma on 35 lat. Na pewno bardziej rozpoznawalny jest teraz rezerwowy Manchesteru United – Javier Hernandez. Jednak i tu można mieć wątpliwości i obawy, co do prezentowanej formy. Popularny „Chicharito” grał w tym sezonie zdecydowanie mniej niż za czasów Sir Alexa Fergusona w Manchesterze United. I co gorsza, wraz z liczbą minut na boisku, spadła również forma napastnika klubu z Old Trafford. Dlatego wydaje się, że kluczową postacią może być Giovani Dos Santos. Były piłkarz FC Barcelona po nieudanych bojach na wyspach, w Tottenhamie czy Ipswich, mocno odbudowuje swoją dawną formę i reputację w barwach Villarrealu. Ten sezon na pewno zapisze na plus, zdobywając 11 bramek i osiem razy asystując w Primera Division.
Być może to Miguel Herrera sprawi, że cała trójka będzie sprawowała się znakomicie i Meksyk wyjdzie z grupy. Na pewno reputacja selekcjonera by na tym zyskała. Herrera dla przeciętnego kibica piłki nożnej to postać anonimowa, a to ze względu na fakt, iż prowadził wyłącznie drużyny meksykańskie. Jego największym sukcesem do tej pory było wygranie ligi meksykańskiej z drużyną Club America. Herrera jest uważany za zwolennika ofensywnego stylu gry, który pokłada dużą wiarę w umiejętności swoich piłkarzy. Meksykański coach często ustawia swoje drużyny w systemie 3-5-2 z wahadłowymi skrzydłowymi. Jednak zdaniem wielu ekspertów główną wadą ,,El Piojo” jest właśnie nadmierne przywiązywanie się do idei(ofensywny styl gry), a za mało jest w nim pragmatyzmu. Ze strony charakterologicznej Herrera jest postacią bardzo energiczną i charyzmatyczną. Dlatego też jest ulubieńcem mediów w Meksyku. Na dodatek, jeśli ,,El Tri” będą zdobywać bramki w Brazylii, to na pewno możemy liczyć na oryginalne cieszynki ze strony selekcjonera.










