Spotkanie na Emirates Stadium w Londynie było najciekawszym spotkaniem w 15. kolejce Premier League. Arsenal Londyn podejmował u siebie Everton, który nie zaznał smaku porażki jeszcze w tym sezonie. „The Gunners” rozpoczęli sezon znakomicie i z 34 puntami liderują w angielskiej Premier League po 14 rozegranych meczach. „The Toffees” po 14. kolejkach znajdowali się na piątej lokacie ze stratą siedmiu punktów do liderującego Arsenalu.
Mecz bardzo dobrze rozpoczęli goście i naciskali przez pierwsze 15. minut „Kanonierów”, nie pozwalając im wyjść nawet z własnej połowy. Przez pierwszy kwadrans nie było widać, kto jest gospodarzem meczu, a zarazem liderem w Premier League. „The Toffees” grali z ogromnym spokojem, doskonale panując nad futbolówką, natomiast Arsenal biegał za piłką. W 27. minucie „Kanonierzy” mieli doskonałą sytuację na otworzenie wyniku. Po szybko wyprowadzonej akcji przez Jenkinsona, który natychmiast uruchomił na boku Santiego Cazorle. Hiszpan z pierwszej piłki zagrał w pole karne, gdzie piłkę atakował Kieran Gibbs, ale do wpakowania futbolówki do siatki zabrakło mu dłuższej stopy. Kolejne minuty były próbą obydwu zespołów na przedarcie się w pole karne rywala. Niestety akcję kończyły się w okolicach 20. metra Szczęsnego lub Howarda albo strzałami w trybuny.
W końcówce pierwszej połowy podopieczni Arsena Wengera przycisnęli swoich rywali do ściany. „Kanonierzy” robili wszystko, aby na przerwę zejść chociażby z jednym strzelonym golem i z większym spokojem wyjść na drugą odsłonę. W 42. minucie niemalże stuprocentową sytuację miał Olivier Giroud, ale wspaniale zachował się Tim Howard, który wybronił finezyjny strzał Francuza. Tuż przed końcem pierwszej połowy Howard popisał się znowu świetną interwencją, tym razem broniąc strzał świetnego w tym sezonie Aarona Ramseya.
Drugą połowę oba zespoły zaczęły w identycznych składach co 45. minut wcześniej, natomiast w porównaniu do gry obydwu drużyn z początku pierwszej połowy, kiedy to Everton naciskał gospodarzy, teraz to „Kanonierzy” mieli inicjatywę, kończąc swoje akcję co jakiś czas niecelnymi strzałami. „The Toffees” odpowiedzieli jedną składną, ładną akcją. Dziesięć minut po rozpoczęciu drugiej połowy goście przeprowadzili szybką akcję. Wszystko działo się jednak w okolicach 20. metra przed bramką Szczęsnego, a czujność Polskiego bramkarza sprawdził Pienaar, kończąc tę akcję strzałem sprzed pola karnego. Wojciech zakomunikował reprezentantowi RPA, broniąc jego mocny strzał, że nie musi się martwić o jego czujność między słupkami. W 68. minucie byliśmy świadkami niecodziennego zdarzenia, ponieważ Arsene Wenger przeprowadził trzy zmiany na raz. Wszystkich tych, którzy mogli mieć wątpliwości co do decyzji francuskiego trenera, uciszył dziesięć minut przed końcem Ozil, który strzelił gola po akcji wprowadzonych rezerwowych. Rosicky wrzucił piłkę w pole karne Evertonu, Theo Walcott zgrał piłkę głową, a całą akcję bramką zakończył Mesut Oezil.
Mecz otworzył nam się po bramce dla Arsenalu, ale ku zmartwieniu sympatyków „The Gunners” to goście nie odpuszczali i cztery minuty później po wrzutce w pole karne Szczęsnego Lukaku nie trafił w piłkę z przewrotki i futbolówka trafiła do 19-letniego wychowanka Barcelony, Gerarda Deulofeu, który wykazał się ogromnym spokojem w polu karnym. Minął Gibbsa jednym zwodem i oddał strzał nie do obrony z ośmiu metrów. W ostatniej minucie wynik meczu mógł ustalić Olivier Giroud, który huknął z lewej nogi z około 19 metrów, ale piłka trafiła w spojenie bramki Tima Howarda.










