Chojniczanka Chojnice ma w tym sezonie duże kłopoty. Klub prowadzony początkowo przez Josefa Petrika, a potem Zbigniewa Smółkę jest obecnie w strefie spadkowej i walczy o utrzymanie w 1. lidze. Jednak mimo to w składzie wyróżnia się jedna osoba – Mateusz Kuzimski. 28-latek strzelił dotychczas 11 goli, a także imponuje walecznością na boisku. Równie ciekawa jak obecne dokonania wydaje się droga, jaką przeszedł ofensywny zawodnik w czasie swojej kariery.
Kuzimski urodził się w Tczewie. Zaczynał w Wiśle Tczew, następnie przeszedł do nowo utworzonego Gryfu Tczew. Imponował tam umiejętnościami, strzelał bardzo dużo bramek. Jego skuteczność nie uszła uwadze lokalnych potentatów. Jako pierwsza zainteresowała się Arka Gdynia. Postanowiła zaprosić młodego napastnika na miesięczne testy. To była pierwsza wielka szansa na karierę. Rok 2010.
Mateusz spisał się co najmniej nieźle. Zagrał w dwóch meczach Młodej Ekstraklasy. W obu trafiał do siatki. Działacze byli chętni na pozyskanie obiecującego zawodnika. Jednakże Gryf postawił zaporową cenę w wysokości 100 tys. zł.
Podpisałem swój pierwszy kontrakt w Tczewie. Początkowo trochę nie chciałem go podpisywać, bo miałem świadomość, na czym to wszystko będzie polegać – że ktoś, kto w przyszłości będzie mnie chciał, będzie musiał za mnie zapłacić. Ale z góry trochę naciskany przez trenera czy przez kogoś innego i przekonywany, że jeśli dalej będą tak strzelał, to na pewno za mnie zapłacą, podpisałem tę umowę, na takich warunkach i potem musiałem się jej trzymać. To był kontrakt, który zablokował mi łatwiejszą drogę przedostania się do seniorskiej piłki. Musiałem iść taką drogą, jaką przebyłem teraz – opowiadał w wywiadzie dla Weszło Kuzimski.
Problemy w Miedzi
Arki nie było stać na wydanie tylu pieniędzy w celu kupna młodego i znanego tylko w najbliższej okolicy zawodnika. Wielką chęć na taki zakup przejawiali kibice gdynian. Rozpoczęli na kibicowskim forum zbiórkę na zawodnika. Uzbierali około 22 tys. zł! Duża kwota, ale i tak o wiele za mała, by Kuzimski mógł opuścić Tczew.
Jednakże piłkarz z Pomorza był nadal rozchwytywany przez czołowe kluby. Pojechał nawet na testy do warszawskiej Legii. Jednak prześladowały go kontuzje. Innym zainteresowanym klubem był GKS Bełchatów. Kuzimski zagrał nawet w sparingach pierwszego zespołu i spisał się tam obiecująco. Jednak klub odstraszyły wysoka jak na tak młodego zawodnika klauzula oraz kolejne kontuzje.
Pierwszym większym klubem, w którym udało się spędzić trochę więcej czasu, była Miedź Legnica, prowadzona wtedy przez Bogusława Baniaka. Tutaj jednak pojawił się kolejny problem. Otóż w zespole znajdowało się trzech napastników w niezłej formie. Sztab szkoleniowy próbował przesunąć Kuzimskiego na skrzydła. Niestety, nie przyniosło to efektów i z różnych względów wychowanek Wisły Tczew nie zagrzał miejsca w Legnicy.
Przyszedłem, usiadłem, on mówi: – Bardzo dobrze Mateusz wyglądasz w tym tygodniu! Ja bym chciał cię w końcu wystawić od pierwszych minut, żeby zobaczyć, jak ty będziesz reagował od początku. Byłem zadowolony z naszej rozmowy. Pod koniec tygodnia, w piątek, asystent trenera podał meczową osiemnastkę: – Mateusz, trener nie widzi cię w osiemnastce. Trener w ogóle nie pojawił się w szatni. Uważam, że nie był słowny. Coś powiedział, a i tak robił co innego. Nie ukrywałem swojej złości tą całą sytuacją – tak opowiadał o swoich skomplikowanych relacjach w klubie Kuzimski .











