Zatrudnienie Sama Allardyce’a pod koniec listopada ubiegłego roku przez władze Evertonu zaskoczyło środowisko piłkarskie na Wyspach. Powrót do topornego, starobrytyjskiego futbolu, ograniczenie kreatywności graczy oraz przede wszystkim niezadowalające rezultaty. Taka mieszanka wybuchowa sprawiła, że na Goodison Park kibice bez żalu pożegnali „Big Sama”. Teraz w Evertonie ma być inaczej – nowocześnie i ofensywnie. Zespół „The Toffees” będzie grał pod batutą szkoleniowca młodej generacji – Marco Silvy.
Zatrudnienie Ronalda Koemana na stanowisku menedżera w czerwcu 2016 roku miało być ogromnym skokiem jakościowym dla Evertonu. „The Toffees” pod rządami holenderskiego szkoleniowca w ciągu paru sezonów planowali włączyć się do walki z zespołami czołowej szóstki o miejsca gwarantujące grę w europejskich pucharach. Choć plan był bardzo ambitny, to przy sprzyjających czynnikach możliwy do wykonania.

Jednak już na samym początku pracy Holendra na Goodison Park Koeman musiał łatać zespół. Zrobił to jednak w imponującym stylu. Sprzedaż Johna Stonesa do Manchesteru City za 47 milionów funtów nie tylko nie osłabiła bloku defensywnego „The Toffees”, lecz sfinansowała także wszystkie letnie wzmocnienia. Ashley Williams godnie na środku obrony zastąpił młodego Anglika, natomiast Idrissa Gueye uszczelnił środek pomocy.
Koeman wpoił swoim zawodnikom ofensywny styl gry, co przełożyło się na zdobycie 62 bramek w ciągu całego sezonu Premier League. Wynik jak na Everton imponujący, szczególnie że więcej goli w lidze zespół z niebieskiej części Liverpoolu zdobył ostatnim razem w sezonie 1995/1996. Dobra skuteczność „The Toffees” była głównym czynnikiem do osiągnięcia aż 17 zwycięstw i zajęcia wysokiej, siódmej pozycji w lidze.
Świetny rezultat w sezonie 2016/2017 został wynagrodzony Koemanowi sporym budżetem transferowym. Na Goodison Park zawitali m.in. Wayne Rooney, Jordan Pickford i przede wszystkim Gylfi Sigurdsson. Potężne wzmocnienia osłodziły odejście do Manchesteru United Romelu Lukaku. Ambitne ruchy transferowe znacznie zwiększyły oczekiwania na Goodison Park, a na holenderskiego szkoleniowca została nałożona dodatkowa presja. Wszystko wydawało się jednak iść w dobrą stronę.
Koeman już niedobry i błędne koło filozofii klubu
Jednak słaby początek sezonu i tylko osiem punktów w dziewięciu kolejkach ligowych przekreśliły według władz Evertonu dokonania Ronalda Koemana. Początkowo przedstawiciele „The Toffees” chcieli kontynuować projekt, który rozpoczęli z holenderskim szkoleniowcem za sterami zespołu. Jednak próby zakontraktowania menedżera Watfordu, Marco Silvy, spełzły na niczym. Portugalski trener pozostał na Vicarage Road, a na Goodison Park ku zaskoczeniu wszystkich postawiono na Sama Allardyce’a.
„The Toffees” automatycznie pod wodzą angielskiego szkoleniowca cofnęli się do lat 80. minionego wieku. Długie piłki posyłane na wysokich zawodników. Często brutalna gra i ograniczanie kreatywności zespołu. „Big Sam” wprowadził do Evertonu wszystko to, z czego jest powszechnie znany na Wyspach.












