Dopóki nie ogłoszono przejścia Marco Rosego do bardziej znanej imienniczki, zespół Borussii Moenchengladbach był w zdecydowanie wyższej formie. Wielu twierdziło, że być może znów uda się zakwalifikować do piłkarskiej Ligi Mistrzów. Niestety decyzja szkoleniowca w tak newralgicznym momencie odcisnęła negatywne piętno na zespole. W tej chwili Puchar Niemiec pozostaje jedyną deską ratunku w tym sezonie.
Marco Rose wraz z Borussią Dortmund wywołali dobrze znaną w Niemczech dyskusję, która na ogół dotyczyła Bayernu Monachium. Chodzi o ogłaszanie transferów od bezpośredniego rywala w trakcie trwania sezonu. Tym razem zrobił to zespół z Zagłębia Ruhry. Od tego momentu z podopiecznych tego utalentowanego trenera jakby zeszło powietrze. Potwierdzenie tego wszystkiego można znaleźć w wynikach zespołu – trzy mecze zakończyły się trzema porażkami.
Złota jesień Moenchengladbach
Awans do Ligi Mistrzów, zatrzymanie najważniejszych piłkarzy, granie widowiskowej piłki – można powiedzieć, że to wszystko jest w Borussii odległą przeszłością. Jedynym problemem tej drużyny była defensywa. Jednak atak potrafił to wszystko tuszować. Taki stan rzeczy powodował, że cały piłkarski świat zachwycał się „Źrebakami”. Choć w tym projekcie nie ma wielkich gwiazd, to ci zawodnicy na tamten moment tworzyli potężną ekipę, która urywała punkty chociażby Realowi Madryt czy Interowi Mediolan w Champions League. Gdyby dodać, że Marco Rose ulepił ten zespół z dzieciaków, bo średnia wieku drużyny była poniżej 25 lat, to wszyscy zastanawialiśmy się, co będzie wiosną. Czy można to tak długo trzymać w ryzach?
Wielu możnych w Europie pyta się dzisiaj o Marcusa Thurama, Nico Elvediego, Larsa Stindla. To zwłaszcza ta trójka stała za dobrymi wynikami zespołu. Co ciekawe, każdy z tych zawodników stał się liderem swojej formacji. Francuz jesienią wyróżniał się w ataku, Szwajcar rządzi obroną, a Niemiec dyryguje linią pomocy.









