Historia zatacza koło. Manchester United ponownie wygrywa z Newcastle w finale, zdobywając puchar Carabao Cup. Dokładnie 24 lata temu te same zespoły również spotkały się w finałowym starciu Pucharu Ligi Angielskiej. Tak jak i teraz górą w tamtym starciu były „Czerwone Diabły”.
Być może dla wielu są to mało prestiżowe rozgrywki i Carabao Cup jest trochę niedoceniany, lecz wygranie tego trofeum dla Erika ten Haga jest idealnym początkiem. Holender wygrał swoje pierwsze trofeum jako szkoleniowiec „Czerwonych Diabłów” i dostał mocnego kopa do dalszej pracy. Idealne trofeum na przystawkę. Teraz musi brnąć do przodu ze swoim zespołem. Manchester United dalej jest w grze w rozgrywkach FA Cup, które są bardziej prestiżowe.
Dodatkowo mają mocne parcie na wygranie Ligi Europy. Tam zagrają dwumecz z Realem Betis. Zostaje oczywiście Premier League, gdzie Manchester United jest obecnie na trzecim miejscu, tracąc sześć oczek do sąsiada zza miedzy oraz mając rozegrany jeden mecz mniej. W lidze walczą o wszystko, bo z obecną formą są groźni nawet dla obecnego lidera rozgrywek, czyli Arsenalu.
Pragmatyczny Manchester United
W tym sezonie „Czerwone Diabły” grają skutecznie i efektywnie. Pierwsza połowa finału z Newcastle United to pigułka ich gry w Premier League. Niekoniecznie mają przewagę w posiadaniu piłki, ale wykorzystują błędy rywala i nawet najmniejszą okazję w meczu, by zdobyć bramkę. Wyrachowanie, mądra gra w defensywie i odpowiedni moment, by ruszyć na bramkę rywala. Tak Manchester United wygrywa mecze i to się ceni.
Pierwsza połowa dała się lubić. Bardzo dobre tempo meczu. 60% posiadania piłki na korzyść „Srok”, siedem strzałów, lecz tylko jeden celny nie przełożyło się na strzelenie gola. Manchester United kontrolował mecz i nawet przy mniejszym posiadaniu piłki potrafił oddać więcej celnych strzałów na bramkę. W 33. minucie meczu piłkę do siatki Lorisa Kariusa zapakował z główki Casemiro po dośrodkowaniu Luke’a Shaw’a z rzutu wolnego. Faul był dość kontrowersyjny, ale blisko pola karnego i „Czerwone Diabły” otworzyły wynik spotkania.
Zaledwie sześć minut później mieliśmy 2:0. Piękne podanie w pole karne Wouta Weghorsta do Marcusa Rashforda, który strzelił na bramkę i po rykoszecie Svena Botmana piłka wpadła do siatki. Anglik robił swoją popularną cieszynkę w narożniku boiska, jednak przyznano gola samobójczego piłkarzowi Newcastle. Manchester bez problemu dowiózł wynik do przerwy.











