Na Old Trafford spotkały się dwie drużyny, które są aktualnie w bardzo wysokiej formie. Starcie Manchesteru United i Evertonu oglądała dziś duża część angielskich kibiców, większość z nadzieją, że goście dotrzymają kroku utytułowanemu rywalowi.
Sześć ostatnich ligowych zwycięstw Manchesteru United musiało zrobić wrażenie na piłkarzach Evertonu i ich szkoleniowcu Davidzie Moyesie. Z drugiej jednak strony Everton również podtrzymuje swoją znakomitą passę, „The Toffees” nie przegrali żadnego meczu od początku grudnia. W ostatniej kolejce Everton był bliski pokonania Arsenalu Londyn, jednak „Kanonierów” w ostatniej minucie uratował Robin Van Persie, wyrównując stan meczu. Podobnie pechowo piłkarze z Goodison Park zremisowali niedawno z Liverpoolem.
Manchester wystąpił dziś bez kontuzjowanego Evry i Rooney’a. W ekipie Evertonu zabrakło napastników i w roli snajpera znów wystąpił australijski pomocnik, Tim Cahill. Za siłę ofensywną gospodarzy odpowiadali przede wszystkim Berbatow i Tevez.
Mecz rozpoczął się raczej pod dyktando podopiecznych Sir Alexa Fergusona. Manchester dyktował tempo spotkania i notorycznie straszył Tima Howarda groźnymi strzałami z dystansu. Przyjezdni starali się zagrać bez kompleksów, lecz dziś przeciwnik okazał się dużo mocniejszy od poprzednich oponentów Evertonu. David Moyes ustawił zespół dosyć defensywnie z wysuniętym Cahillem, ale jego piłkarze nie starali się „murować” swojej bramki. Mikel Arteta i spółka robili co tylko mogli, a mogli dziś niewiele. Byli bezradni przy atakach, które co chwila wyprowadzali gospodarze. Oglądając pierwszą połowę można było odnieść wrażenie, że Everton kompletnie nie ma pomysłu na sforsowanie obrony Man U. Mało tego, swoją przewagę „Czerwone Diabły” przypieczętowały golem. W 43. minucie Carrick padł w polu karnym rywali. Sędzia orzekł, że pomocnik był faulowany przez Mikela Artetę i podyktował „jedenastkę”. Minutę później Cristiano Ronaldo ustawił piłkę na wapnie i pokonał Howarda. Do przerwy wynik 1:0.
Na drugą połowę piłkarze z Goodison Park wybiegli już bardziej zmotywowani. Recepty na sukces wypatrywali w dłuższym utrzymywaniu się przy piłce. Manchester swoim wysokim pressingiem znacznie jednak utrudniał rywalom rozgrywanie piłki. Gospodarze byli dziś poza zasięgiem rywala. Spośród piłkarzy Man U. szczególnie wyróżnił się Carlos Tevez. Argentyńczyk grał tak, jakby chciał, pod absencję Wayne’a Rooney’a, udowodnić trenerowi kto powinien grać w pierwszej jedenastce. W 73. minucie meczu doszło do historycznego momentu. Edwin Van der Saar pobił swój kolejny rekord. Tym razem Holender stał się bramkarzem najdłużej utrzymującym „czyste konto” w całej historii ligi angielskiej. Van der Saar nie puścił juz gola do końca meczu i w efekcie „Czerwone Diabły” zwyciężyły 1:0. Ciekawe, kiedy zakończy się ligowa hegemonia piłkarzy z Old Trafford i jak ci poradzą sobie w Lidze Mistrzów. Póki co, Manchester jest zdecydowanym faworytem do zdobycia mistrzowkiego trofeum w Premiership.










