Manchester City zremisował z West Ham United, a Blackburn Rovers pokonało na wyjeździe Aston Villę.
West Ham – Manchester City
Pojedynek West Hamu z Manchesterem City nie miał najmniejszego znaczenia dla układu tabeli. Przyjezdni byli jednak mocno podrażnieni faktem odpadnięcia z rywalizacji o czwarte miejsce w tabeli, premiowane grą w elitarnej Lidze Mistrzów i chcieli dobrze uwieńczyć sezon. Gospodarze za to dopiero nie dawno zapewnili sobie utrzymanie i na pewno nie byli stawiani w roli faworytów dzisiejszej rywalizacji.
Wedle przypuszczeń to podopieczni Roberto Manciniego pierwsi zaatakowali. W 6. minucie Adam Johnson zdecydował się na uderzenie z dystansu, które jednak nie znalazło drogi do siatki. Kolejne minuty przebiegały pod znakiem walki w środku pola, bez konkretnych sytuacji podbramkowych.
Przełom nastąpił w 17. minucie. Alessandro Diamanti zagrał w tempo do Luisa Boa Morte, a Portugalczyk spokojnie pokonał Martona Fulopa. Na odpowiedź „Citizens” nie trzeba było długo czekać. Cztery minuty po bramce dla West Hamu, aktywny od początku Adam Johnson popisał się ładnym podaniem, którym obsłużył Shauna Wrighta-Philipsa. Rozpędzony skrzydłowy nie miał najmniejszych problemów z wyrównaniem rezultatu.
Ekipa City nie poszła jednak za ciosem, pozwalając rywalom na stwarzanie groźnych akcji. Swoją szansę miał między innymi Diamanti, ale nie potrafił celnie uderzyć. Tuż przed przerwą dwie dobre sytuacje mieli goście. Najpierw Emanuel Adebayor, a później Roque Santa Cruz niestety uderzyli zbyt słabo i niecelnie, by zapewnić prowadzenie swojej ekipie.
Po przerwie bliżsi zdobycia bramki byli gracze West Hamu. W 48. minucie Carlton Cole zdecydował się na strzał głową, ale nie przyniosło to większego efektu. Kilka chwil później doskonałą okazję zmarnował Diamanti, a następnie z miernym skutkiem uderzył Ilan.
Manchester wytrzymał napór rywali i starał się odgryźć. Przyniosło to próby Sylvinho i Santa Cruza, którym również wiele brakowało do ideału. Następnie obie ekipy poszły na wymianę ciosów, ale żadna nie wykazała się wystarczającą celnością, by zdobyć decydującego gola i mecz zakończył się podziałem punktów.
Aston Villa – Blackburn Rovers
Popołudniu na Villa Park miejscowa Aston Villa podjęła Blackburn Rovers. Obie ekipy od dawna znały swoje miejsce w tabeli i wątpliwe było to, że wyjdą na to spotkanie szczególnie zmotywowani.
Dobitnie pokazały to pierwsze minuty, w których większość graczy bardziej starała się unikać kontuzji niż atakować bramkę rywali. Dość powiedzieć, że pierwsza, dobra okazja do zdobycia gola przyszła dopiero w 29. minucie! Wtedy to James Milner ładnie uderzył, jednak Paul Robinson popisał się pewną interwencją.
Tuż przed przerwą na murawie zrobiło się ciekawiej. Najpierw niecelnie uderzył Gabriel Agbonlahor, by kilkanaście sekund później Stuart Downing zaprzepaścił jedną z najlepszych okazji w pierwszej połowie. W 45. minucie szczęścia ponownie spróbował Milner, lecz znów okazał się gorszy od bramkarza gości.
Po przerwie tempo gry znów spadło. Dopiero w 56. minucie Richard Dunne zdecydował się na strzał z pola karnego, ale piłka po tym uderzeniu utknęła w gąszczu nóg defensorów Blackburn. W 60. minucie wreszcie składną akcję przeprowadzili przyjezdni, Keith Andrews jednak ją zmarnował.
Pierwsza i jedyna bramka została zdobyta w 84. minucie. Gol był bardzo przypadkowy. Richard Dunne niefortunną interwencją pokonał własnego bramkarza i zapewnił bardzo szczęśliwe zwycięstwo przyjezdnym.