W meczu 3. kolejki Premier League, Manchester City przegrał na własnym stadion z Leicester City 2:5. Piłkarze „Lisów” bezlitośnie wypunktowali drużynę Pepa Guardioli, obnażając wszystkie słabe strony „Obywateli”. Hiszpan po raz pierwszy w swojej trenerskiej historii stracił aż pięć bramek. Kontuzje, błędy w defensywie, prokurowanie rzutów karnych. Czy istnieje w ogóle sposób, aby naprawić defensywę Manchesteru City?Trzy rzuty karne, pięć straconych goli. Obrońcy Manchesteru City mecz z Leicester City będą chcieli jak najszybciej zapomnieć. Wiele indywidualnych błędów, częste, głupie i niezrozumiałe faule. W defensywie „Obywateli” nie zagrało dzisiaj nic.
Sprawy nie ułatwia też fakt, że Aymeric Laporte często jest kontuzjowany (mecz z Leicester przesiedział na ławce), a z urazem stopy zmaga się też Joao Cancelo. Pep Guardiola, zawsze słynął z otwartej, ofensywnej gry, gdzie przy okazji tracił też mało bramek. Hiszpański trener w meczu z „Lisami” po raz pierwszy, w 686 (!) meczach w roli trenera stracił pięć goli. Szkoleniowcowi „Obywateli” towarzyszy teraz pewnie milion myśli i pomysłów, jak naprawić obronę dziurawą jak szwajcarski ser? Jakie są jej problemy?
Nie ma chemii w obronie
I ciężko ją mieć, kiedy co chwilę podstawowy obrońca Manchesteru City jest kontuzjowany. Nie można wypracować automatyzmów ani zgrać ze sobą piłkarzy, kiedy nie wiadomo. który z defensorów będzie dostępny na następny mecz. Wytypowanie podstawowej formacji obronnej „Obywateli” graniczy z cudem.
O ile w Manchesterze United podstawowych obrońców możemy wymienić bez zastanowienia, o tyle w niebieskiej części Manchesteru tego nie da się powiedzieć. Co prawda, Kyle Walker na prawej stronie obrony jest praktycznie pewniakiem. Inna sprawą jest fakt, że ciężko wskazać, kiedy Anglik zagrał ostatnio dobry mecz.
W środku obrony panuje prawdziwy miszmasz. Podstawowym piłkarzem zdawałby się być Aymeric Laporte, ale ostatnimi czasy częściej możemy oglądać go w gabinetach lekarskich czy na trybunach niż na boisku. Nicolas Otamendi pewnym punktem w obronie nigdy nie będzie, a do tego jest już na wylocie z klubu z Etihad Stadium.
Dalej mamy Nathana Ake, świeżo pozyskanego defensora ze spadkowicza Bournemouth, Erica Garcie, o którym coraz częściej mówi się w kwestii potencjalnego odejścia do Barcelony, Johna Stonesa, w którego chyba nikt już nie wierzy i Fernandinho, czyli defensywnego pomocnika, który z braku laku musi grać na środku obrony.











