Manchester City, po golach Aguero, Dzeko, Silvy i Pizarro, ograł FC Porto 4:0 w rewanżowym spotkaniu 1/16 finału ligi Europy. „Citizens” w pierwszym meczu także pokonali rywali, tyle że 2:1, i jako pierwsi awansowali do najlepszej szesnastki tych rozgrywek.
Ci, którzy spóźnili się chociaż chwilę na Etihad Stadium, mogą żałować, objęcie prowadzenia zajęło bowiem gospodarzom zaledwie dziewiętnaście sekund. De Jong przejął podanie Otamedniego, piłkę dostał Yaya Toure i podał do Sergio Aguero. Argentyńczyk natomiast pewnie wykorzystał okazję i ładnym strzałem dał miejscowym prowadzenie.

Tak samo jak pierwszy kwadrans gospodarze mogli zacząć i drugi. Silva świetnym podaniem obsłużył Yayę Toure, ale Helton szybko wyszedł z bramki i zablokował jego strzał na linii pola karnego. Kilkadziesiąt sekund później goście przeprowadzili świetną okazję i sam na sam wyszedł Varela, ale uderzył tak, że Hart nie musiał się nawet specjalnie wysilać, by obronić.
W 27. minucie Toure faulował Rodrigueza tuż przed polem karnym. Porto dostało rzut wolny, do piłki podszedł Moutinho, ale strzelił ponad poprzeczką. 120 sekund później „Citizens” skontrowali. Aguero minął już Heltona i kopnął piłkę na pustą bramkę, ale futbolówka odbiła się od poprzeczki i obrońcy zażegnali niebezpieczeństwo. Odpowiedzieć próbował Lucho Gonzalez, jednak uderzył z 25 metrów ponad bramką.
Kolejna kontra City przyniosła następną sytuację dla Aguero. Po rozegraniu piłki z Yayą Toure Argentyńczyk jednak znowu się pomylił – tym razem w ogóle nie trafił w bramkę. Tuż przed przerwą Otamendi miał niezłą okazję po rzucie rożnym, ale jego wolej przeleciał wysoko nad poprzeczką. Chwilę później Wolfgang Stark zakończył pierwszą połowę.
W 52. minucie trochę przypadkowo do strzału doszedł Lucho Gonzalez i naprawdę niewiele zabrakło mu do szczęścia, ale piłka przeleciała ostatecznie obok słupka. Chwilę później Portugalczycy strzelili gola, ale trafienie Rodrigueza nie zostało uznane – sędzia dopatrzył się bowiem spalonego. Goście jednak nadal atakowali, a raczej starali się atakować, bo sytuacji podbramkowych prawie sobie nie tworzyli. Dobrze zorganizowana obrona „Obywateli” bez problemów zatrzymywała natarcia Hulka i spółki.
Na kwadrans przed końcem wszystko się natomiast rozstrzygnęło. Jeśli kibice Porto mieli jeszcze nadzieję na dogrywkę, to właśnie w tamtym momencie stracili ją bezpowrotnie. Piłkę w środku przejął Aguero i popisał się wspaniałym podaniem w tempo do wychodzącego na pozycję Edina Dzeko. Bośniak wyszedł sam na sam i sytuacji nie zmarnował, posyłając piłkę obok bezradnego Heltona. 2:0, a w dodatku Rolando otrzymał drugą zółtą kartkę za pretensje do arbitra i musiał opuścić boisko.
Osłabieni goście stracili wszelką nadzieję, a poza tym popełniali głupie błędy, więc koncert City trwał. W 83. minucie piłkę na wysokości własnego pola karnego stracił Sapunaru, przejął ją David Pizarro i po rozegraniu z Edinem Dzeko Chilijczyk świetnie obsłużył Davida Silvę, który musiał tylko dopełnić formalności. Nie minęło 120 sekund, a było już 4:0. Znowu Pizarro zagrał do Dzeko, a ten stracił piłkę, ale futbolówka szczęśliwie spadła znowu pod nogi chilijskiego pomocnika, który wyszedł sam na sam z bramkarzem i pewnie skierował ją do siatki.
Do końca przyjezdni starali się zdobyć choćby kontaktowego gola, ale najpierw Hart dobrze odbił strzał Hulka, a następnie Gonzalez nie trafił w bramkę. W samej końcówce próbował jeszcze Defour, jednak znowu dobrze spisał się Hart, a kolejna próba Hulka została zablokowana. Chwilę później Wolfgang Stark zakończył spotkanie, w którym gospodarze wygrali wysoko, chyba nawet za wysoko. Faktem jest jednak, że awans „Citizens” nie był ani przez chwilę zagrożony i to właśnie ekipa z Etihad Stadium jako pierwsza awansowała do najlepszej szesnastki LE.
Czyli Legia - Man City ?? oby Legia grała tak jak
Lech ;)
Chciałbyś ;p
@up - Obyś sie nie ździwił.. dla mnie kłopotliwa
byłaby to sytuacja, kibicuje Manchesterowi City a
Legie... jest mi obojetna, no może Ciut lubie ale
mimo wszystko Polski klub.. więc życze Legii jak
najlepiej ;))