Ruch Chorzów w dramatycznych okolicznościach przegrał dziś na wyjeździe z Cracovią 1:2. Po meczu rozmawialiśmy z pomocnikiem gości, Marcinem Malinowskim.
Co było przyczyną tej porażki? W końcówce w polu karnym przydarzył Wam się istny kryminał.
Dla nas kryminał za te dwie minuty, a moim zdaniem dla sędziego za akcję przy pierwszej bramce. Według mnie ewidentnie był tam faul i chciałbym poznać wersję sędziego, dlaczego zachował się tak, a nie inaczej. Z tej akcji straciliśmy bramkę i skończyło się to dla nas tak, jak się skończyło. Przegrywamy mecz i jedziemy do Chorzowa bez punktów.
Pierwsza połowa była w Waszym wykonaniu bardzo dobra, co stało się w drugiej części?

Nie wiem, czy pierwsza połowa była bardzo dobra, moim zdaniem decydująca była akcja z Maćkiem Jankowskim [przy wyrównującej bramce – przyp.red.] i z tego się nie wycofam. Każda seria kiedyś się kończy i mam nadzieję, że w następnych meczach będzie lepiej. Najważniejsze będą punkty, bo o to chodzi.
Czego w takim razie zabrakło Wam w drugiej połowie? Co zadecydowało o tym, że przegraliście?
Zabrakło nam chyba wzięcia spraw w swoje ręce. Czekaliśmy tylko, aż Cracovia nas dobije.
Trener Zieliński na konferencji mówił, że w drugiej połowie zamiast walczyć o kolejną bramkę, cofnęliście się i staraliście dotrzymać jednobramkowe prowadzenie.
Nie miało tak być, ale czasami mecze tak się układają. Przez większość spotkania drużyna się broni, strzela jedną bramkę i wywozi trzy punkty z boiska przeciwnika. Nam się to nie udało, ale są kolejne mecze i jest jeszcze trochę punktów do zdobycia. Będziemy walczyć o to, aby powiększyć nasze skromne konto punktowe.
Warunki do gry były podobne jak w zeszłym tygodniu. Jak kondycyjnie dawaliście sobie radę w końcówce?
Warunki były takie same dla obydwu drużyn, tak że nie ma sensu zasłaniać się pogodą. Na pewno te warunki są anormalne i czy komuś się to podoba, czy nie, proszę mi wierzyć, że bardzo ciężko biega się w ponad trzydziestostopniowym upale.











