Choć ostateczne Mainz przegrało z Bayernem, pozostawiło po sobie bardzo dobre wrażenie. Remis na pewno nie byłby niezasłużonym rezultatem.
Gospodarze podobali się wszystkim w pierwszej połowie. Od razu agresywnie ruszyli na bardziej utytułowanego rywala. Nie bali się, grali wysoko i prostopadłymi piłkami raz po raz straszyli defensywę monachijczyków. Niestety, zbyt często pozostawali na pozycjach spalonych. Imponowali waleczny Okazaki i świetny technicznie Choupo-Moting. W obronie szaleli niedoszli emeryci: 35-letni Pospech i 34-letni Noveski. Co prawda już w 4. minucie instynktownie po strzale Robbena musiał interweniować Karius, ale były momenty, w których przeważało Mainz. Co prawda, nie potrafili tego przekuć nawet w strzały, ale ich wysoki pressing skutecznie neutralizował poczynania Bayernu, który nie miał pomysłu na rozegranie piłki.
Niestety, w przerwie meczu coś w tej drużynie pękło. Wydaje się, że trochę ze zmianami przekombinował Tuchel, który tuż po przerwie wprowadził Sallera za Koo, a później jeszcze zmienił Choupo-Motinga i wpuścił w jego miejsce Bungerta, jednocześnie przechodząc na grę piątką obrońców. To sprawiło, że Mainz kompletnie straciło atuty z przodu i gra toczyła się już niemal wyłącznie na ich połowie. Wcześniej dwie świetne okazje miał Choupo-Moting, który najpierw po ładnym zejściu do środka potężnie uderzył w poprzeczkę, a kilka minut później po ładnym podaniu Müllera z powietrza strzelił niecelnie.
Druga połowa to był jednak już popis Bayernu, który grał swoją piłkę. Dwukrotnie przecudownie interweniował Karius. Młody bramkarz Mainz długo przedłużał nadzieje swojego zespołu na zdobycie punktów, najpierw broniąc lecący pod poprzeczką strzał głową Mandżukicia, a także właściwie pół-szpagatem blokując strzał Ribery’ego. Nic to jednak nie dało, bo w 82. minucie był już bez szans. Po bardzo ładnym dośrodkowaniu Shaqiriego świetnie w pole karne wbiegł w Schweinsteiger i przy biernej postawie obrońców wpakował piłkę do bramki. Kilka minut później bramkarza gospodarzy ograł Ribery i wyłożył piłkę Götzemu, który nie pomylił się, mając przed sobą praktycznie pustą bramkę.
Ostatecznie Bayern wygrał, choć na potwierdzenie mistrzostwa, z powodu niesprzyjających wyników na innych boiskach, musi jeszcze poczekać. Z kolei Mainz udowodniło, że jest bardzo mocne i może sprawić kłopoty największym. Bardzo ciekawe, kiedy trenerem Tuchelem zainteresują się większe kluby, bo wykonuje w Moguncji kapitalną pracę.









