Mariusz Magiera pojawił się na murawie podczas meczu Górnika z Legią dopiero po upływie 18 minut. Powodem takiego obrotu sprawy była kontuzja, której nabawił się Mariusz Przybylski. Mimo wszystko zawodnik wpisał się na listę strzelców, czym przypieczętował wygraną gospodarzy w niedzielnym spotkaniu.

– Cała drużyna grała bardzo dobrze w defensywie. Wiadomo, że nie ustrzegliśmy się błędów, ponieważ zawsze coś do poprawy się znajdzie. Miała miejsce taka sytuacja, że na nieszczęście Mariusza Przybylskiego musiałem wejść na boisko. Cieszę się z tego, że wygraliśmy i pomogłem drużynie – powiedział strzelec drugiej bramki dla Górnika w meczu z Legią, Mariusz Magiera.
Zawodnik 14-krotnego mistrza Polski odniósł się także do okoliczności, w jakich padła bramka. 27-letni obrońca nie ukrywał, że starał się dośrodkować z rzutu wolnego. – To było dośrodkowanie w światło bramki. Akurat parabola lotu piłki była taka, że nikt nie był w stanie jej sięgnąć, i na moje szczęście bramka została zapisana mnie – mówił piłkarz.