Lyon znów przegrywa!


Olympique Lyon przegrał przed własną publicznością z Lille OSC 1:3 i traci już do Paris Saint-Germain aż sześć punktów. Podopieczni Remiego Garde'a nie nawiązali walki ze znakomicie zorganizowanymi piłkarzami Lille i zasłużenie stracili punkty.


Udostępnij na Udostępnij na

Jeszcze dwa lata temu spotkanie Olympique Lyon  Lille OSC byłoby niepodważalnym hitem kolejki, jeśli nie rundy. Niestety, dziś cała liga została przyćmiona przez potężne Paris Saint-Germain i notowania obu zespołów spadły. Ponadto z Lille odeszło większość mistrzowskiego składu z 2011 roku, a następcy nie do końca się sprawdzają. Tak czy siak, za faworyta uważano Lyon, który jest wiceliderem ligowej tabeli. Goście z Flandrii grają w tym sezonie poniżej oczekiwań i w pojedynku z aspirującym do mistrzostwa Lyonem nie dawano im większych szans. Dodatkowym atutem gospodarzy był powrót do zdrowia i wyjściowego składu bramkostrzelnego Lisandro Lopeza. Fani „Les Gones” nawet nie dopuszczali do siebie myśli, że ich pupile mogliby ten mecz przegrać i po 24. kolejce tracić do prowadzącego PSG aż sześć punktów.

Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędzia i kapitan Lille wdali się w słowną sprzeczkę. Poszło o golkipera gości, Elanę, który nie stawił się na czas w tunelu, a arbiter chciał rozpoczynać zawody bez niego.

Początek spotkania był wyrównany, ale to Lille miało lepsze okazje. Już w 5. minucie w sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się Rodelin, ale kiedy przyszło do wykończenia szybkiej kontry, nie było już tak kolorowo. Mijały kolejne minuty, a piłkarze obu zespołów zrobili sobie festyn siatek. Średnio co trzy minuty byliśmy świadkami popularnej dziury, ale jak nie ma bramek, to dobre i to. W tym czasie znakomitą szansę na gola zmarnował Payet, który popisał się widowiskowym dryblingiem zakończonym koszmarnym pudłem.

Wreszcie nadeszła 27. minuta, korner i precyzyjna główka Aurelina Chedjou. Remy Vercoutre tylko odprowadził futbolówkę wzorkiem  1:0 dla Lille. Gra Lyonu mimo sytuacji na boisku wcale się nie zmieniła, co bardzo szybko się zemściło. Jeszcze przed przerwą zespół Rudiego Garcii zdobył bramkę numer dwa. Tym razem po zespołowej akcji na listę strzelców wpisał się najniższy na boisku Florent Balmont i wśród skromnej grupy kibiców Lille słychać było eksplozję radości.

Po zmianie stron gospodarze nie zmienili swojego stylu gry, co po raz trzeci wykorzystali goście. W polu karnym piłkę ręką zagrał Bisevac, a Laurent Duhamel wskazał na wapno. Do „jedenastki” podszedł Salomon Kalou i pewnie pokonał bramkarza Lyonu. Siedem minut później arbiter podyktował kolejnego karnego, ale tym razem dla podopiecznych Remiego Garde’a. Lisandro Lopez bez problemów zdobył bramkę i dał swojej drużynie nadzieję na korzystny rezultat.

Lyon jakby nabrał wiatru w żagle, ale po pierwsze trochę za późno, a po drugie brakowało wykończenia. Kiedy już drugi argument był obalany przez Gomisa i Lopeza, na szczyt swoich możliwości wspinał się golkiper rywala. Ponadto Lille wcale nie broniło wyniku  nadal znakomite kontry wyprowadzali Marvin Martin i Dimitri Payet, którzy walczyli między sobą o miano MVP tego spotkania. W 82. minucie ten drugi mógł przedwcześnie zakończyć starcie, ale trafił w słupek. 

Sama końcówka była wyrównana, gospodarze się starali, ale nie przynosiło to zamierzonych efektów. Lille spokojnie wyczekiwało ostatniego gwizdka i się doczekało. Druga z rzędu porażka OL najbardziej cieszy zawodników Paris Saint-Germain, którzy uciekli już drużynie ze Stade Gerland na sześć oczek. Brawa dla Lille za mądra grę opartą na kontrach, która okazała się znakomitą receptą na pokonanie Lyonu.

Olympique Lyon 1:3 Lille OSC

Najnowsze